Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 2 gości i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
czwartek, 10 stycznia 2008 - 14:51

Strona gotowa do druku
Inne
Jest noc.

Za oknem czarne, w pełni zachmurzone niebo. Widzę zapalone światła w dziesiątkach, setkach okien pobliskich budynków. Oznaczają ludzi, żyjących swoim życiem, sprawami normalnego świata, prowadzących zwyczajną, codzienną egzystencję, monotonne istnienie w szarości ustalonych rozkładów dnia, regulaminów pracy i miejskodżunglowej walki o kolejną kawę i pół kanapki, żeby dożyć do końca roboty. Całkowicie pewnych, że to, co widzą, i czego doświadczają na codzień, jest jedynym światem, jaki istnieje. Nie zdają sobie sprawy, że żyje pośród nich ktoś inny; że przy jednym z tych okien, tak zwyczajnie i niewyróżniająco się oświetlonym, siedzi człowiek odmienny, prowadzący zupełnie inną walkę o przetrwanie; całkowicie odizolowany i wyalienowany z ich spraw.

Czuję gorączkę. Mam wypieki na twarzy, choć termometr lekarski zapewne nie pokazałby żadnej zmiany. Mój umysł jest trawiony ogniem, którego nie potrafię nawet zdefiniować. Ogniem napierania do przodu, nieprzerwanej pracy i niepowstrzymanej koncentracji na celu leżącym przede mną. Choć płonie, umysł mój działa na najwyższych obrotach, z absolutną precyzją kieruje ruchami mego ciała, pozwala mi z najwyższą, mechaniczną wydajnością tworzyć dzieło mojej obsesji. Nie jestem w stanie tego powstrzymać, nie mam władzy nad sobą samym. Istnieje tylko obiekt mojej fazy.

Taaak, fazy... Tak kiedyś mówiłem; mam fazę. Znów mam fazę, faza kontratakuje. Jakiż byłem dziecinnie nieświadomy. Fazy zdarzały się coraz częściej, trzymały mnie coraz dłużej; cieszyłem się z tego - dzięki temu coraz więcej rzeczy miałem ukończonych, coraz więcej wojaków pomalowanych, coraz większą ilością oddziałów mogłem się pochwalić... Niezauważenie zostałem całkowicie opanowany. Nawet teraz czuję, jak zmieniany jestem przez obcą, niezrozumiałą... Obecność? Siłę? Byt? Przekształcany do ostatecznie zaprogramowanej postaci, której mam świadomość, ale której nie potrafię sobie jeszcze nawet wyobrazić.

Barwy zmieniają się przed oczami niczym w kalejdoskopie porwanym przez El Nino; krwista czerwień, koścista, wyblakła biel, czerń najgłębszych otchłani chaosu, z którego zrodzili się greccy bogowie, złocista żółć, brąz wężowej skóry, ciemna zieleń... Widzę Anioły Mroku? Kim są, skąd się tu wzięły? Moje szaleństwo musi być głębsze, niż zakładałem... Pełna precyzja i wydajność ruchów, wszystko, czego potrzeba do osiągnięcia celu, i nic ponad to. Muszę skończyć, czuję przemożną potrzebę; powinienem przerwać, dać organizmowi chociaż odrobinę odpoczynku, by zdołał przeżyć kolejny dzień, ale moja obsesja jest silniejsza, muszę skończyć; jeszcze jedna poprawka, jeszcze chociaż coś drobnego...

Nie potrafię powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Kiedy przestałem być normalnym człowiekiem, a stałem się tym, kim teraz jestem. Bardzo długo nie wiedziałem, co naprawdę się ze mną dzieje. Ale szukałem. I w końcu znalazłem. Wiem, że istnieją inni. Że nie jestem jedynym, który zapadł na tę niezwykłą przypadłość. Udało mi się nawet zidentyfikować nazwę. To figurkofilia, postrach młodych, i nie tylko, ludzi współczesnego świata...

Widzę, co się ze mną dzieje. Widzę wszystkie zachodzące zmiany. Powinienem działać, powinienem walczyć - ale nie potrafię. Widocznie figurkofilia opanowała mnie już zbyt mocno. Patrzę na kolejnego, pancernego żołnierza z cyny, którego trzymam w palcach. Ma włosy tego samego koloru, co ja. Taką samą brodę... Jego oczy... Jestem zdziwiony, zaskoczony, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę, gdzieś w głębi umysłu, spodziewałem się tego. Patrzy na mnie. W jego oczach widzę zrozumienie. Gdyby mógł, skinąłby poważnie głową. Czuję, że on całym sobą rozumie, co się ze mną dzieje. To... Pomaga. Ktoś jednak mnie rozumie. Mam towarzysza, który mnie akceptuje, który, jakimś cudem, w pewien sposób jest, stał się mną. Zakląłem w niego część mojej duszy.

Kończę. Dłużej nie wytrzymam. Skończyłem na dzisiaj; pasja odstępuje. Nawet ona wie, że muszę wypocząć. Ale nie odeszła łatwo; najpierw zmusiła mnie, bym dokończył wszystko, co tylko mogłem. Kładę się wreszcie do łóżka, choć wiem, że jutro zacznie się na nowo. Tylko... Czy tak naprawdę mi to przeszkadza?

Jestem figurkofilem...


Komentarze

Morkai
10-01-2008 - 15:01

Świetny tekst Ardisie :D Aż ciarki przechodzą. Jest jakiś taki cholernie energetyczny. Bardziej można go poczuć niz przeczytać :d Teraz już wiem skąd taka ilość pomalowanych żołnierzy....to...ON Ci kazał......

Verbal
10-01-2008 - 21:17

Najprościej będzie jak powiem, że jako założyciel cyklu kurna nie powstydziłbym się takiego pamiętnikowego wyznania ... good job :)

Ardis_deLeveren
10-01-2008 - 23:57

Pochwalił mnie sam twórca Pamiętnika. Czego mogę chcieć więcej. :D

Verbal
11-01-2008 - 07:38

Nie wiem czego Ty ... ja więcej takich wpisów :)

ES
11-01-2008 - 10:03
Taaak... To się nazywa uchwycić ekstremum. Wiem co mówię: nie raz i nie dwa szedłem spać o trzeciej nad ranem, po paru godzinach transu nad jakimś modelem czy oddziałem... I nieważne, że o 6:00 trzeba wstać do roboty :)
Gratz, Panie Autor!
brother_bethor
11-01-2008 - 11:05

Wirus infekuje kolejne ofiary... Ale czy ktoś z tych zdrowych chce sobie zaaplikować jakąś szczepionkę? Ja na pewno nie :D