Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
wtorek, 10 października 2006 - 13:24

Strona gotowa do druku
Inne
Dr Figoor i Mr Cofil – czyli dziennik figurkowego maniaka
Wtorek 10.10.2006 r.
Mija kolejny dzień mojego życia, a ja ciągle nie potrafię zlokalizować przyczyny tego dziwnego stanu jaki dręczy moją duszę, co najważniejsze nie znajduję też skutecznego antidotum na tę przypadłość. Minęło już tyle czasu odkąd ta dziwaczna choroba toczy mój umysł, a sytuacja z dnia na dzień staje się poważniejsza, sam nie wiem też czy przeklinać, czy wychwalać pod niebiosa dzień, w którym wziąłem do ręki ten kawałek papieru, na którym ktoś wydrukował te małe potworki, a który to kawałek papieru przypieczętował mój los. Mija właśnie nasty rok … nasty rok życia z figurkofilią. Dla postronnego, niezorientowanego w sytuacji obserwatora mojej osoby wszystko może wydawać się normalne, dla tego jednak, kto zna mnie lepiej, mój stan nie jest już taki oczywisty. Ja sam żyję z tym już tyle lat, że nie jestem w stanie w sposób trzeźwy ocenić czy mój przypadek mieści się jeszcze w granicach normalności czy już nie, mogę jedynie przypuszczać, że moja odmienność stanowi odpowiedź. Zdaję sobie sprawę, że tempo zmian w moim organizmie, zmian w moim mózgu, nie pomogą mi w uzyskaniu odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Staczając się po równi pochyłej tego obłędu, kontempluję tylko jego kolejne etapy. A wszystko zaczęło się tak niewinnie, niby tych kilku cynowych wojaków miało stanowić ciekawą odmianę w szarzyźnie życia codziennego, niby to wszystko miało być tylko takim małym teut a teut z samym sobą, pędzlami i paździerzową półką, na której Ci wojacy mieszkali. Sytuacja zaczęła się komplikować kiedy odkryłem, że obok mnie są ludzie, którzy mają to samo, a wtedy zaczęliśmy się zagłębiać w nałóg wspólnie. Wojak za wojakiem, machina za machiną, cyna i plastik stawały się integralną częścią mojego ja. Dziś czuję, że w moich żyłach płynie roztopiony biały metal a moje kości zrobione są z tej samej żywicy, co moje figurki, dziś czuję, że patrząc na moje małe armie jestem ich częścią, stając się raz za razem demonem, kapelanem, gangsterem, obcym w znanym sobie świecie i od lat dzielę z nimi paździerzową półkę, aluminiową skrzynkę, gąbkowe posłanie, a o­ni są moimi sługami, braćmi i przyjaciółmi w boju, są towarzyszami każdego dnia. Jestem figurkofilem … jestem częścią tego figurowego świata. Zerknij czasem, jeżeli chcesz poznać moją historię … historię skazanego na walkę z figurowymi wiatrakami, Don Kichota calowej miarki, doktora Jekylla czarnego sprayu i Mr Hyde’a niezliczonych początków … początków bez końca. Zapraszam.


Komentarze

ES
10-10-2006 - 14:40

Na czarnym tle ten tekst wygląda jeszcze mroczniej :)

Verbal
10-10-2006 - 15:03

A to dopiero początek ;)

brother_bethor
10-10-2006 - 17:05

Aż strach się bać ;)

Andy
12-10-2006 - 10:41

Szczeze to troche kiepsko sie czyta cos co jest w takich barwach. Siedze w interesie ze stronkami juz troche i za takie cos by mnie za j..a powiesili :) Stronka fajna !

Verbal
12-10-2006 - 13:50

Jak to mówią ... co kto lubi :). Nam osobiście właśnie taka kolorystyka pasuje i mamy nadzieję, że nie boli to aż tak tych, którym nie pasuje do końca :)

Andy
16-10-2006 - 09:12

taka czysta propozycja. Np lepiej wyglada tekst w kolorystyce jakie maja wpisy z komentarza. (eee.. to chyba kolor bordowy :P). Proponuje sprobowac i zobaczyc czy sie przyjmie.

madprofesa
20-10-2006 - 22:53

Rozumiem Verbal, że ten artykuł to swoiste zaproszenie do klubu anonimowego figurkoholika?

"tak jestem figurkoholikiem, pierwszą figurkę skleiłem..."

mam tylko nadzieję, że jest to nieuleczalna przypadłosć;)

Verbal
21-10-2006 - 07:36

Można tak powiedzieć :). Można też powiedzieć, że to zaproszenie do krótkiej refleksji nad tym czym dla mnie jest to hobby, jaki mam do niego stosunek i co się w nim liczy :)

Elmin
15-02-2007 - 14:36

Verb, ale chyba każdy z osób dla których to jest pasja i swoisty sens życia, mają takie myslenie. Przeciez chyba tylko francuzi i hiszpanie ktorych znam, nie maja pojecia o fluffie, chyba ze jest im on potrzebny do stworzenia kolejnej rzeczy dla zarobku.