Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
czwartek, 12 października 2006 - 07:01

Strona gotowa do druku
WH40k


<FONT style="BACKGROUND-COLOR: #bdb76b" color=#ffffe0>Silne czerwone światło lampki sygnalizacyjnej wyrwało go z zamyślenia. W chwilę potem dobiegł go trzask komunikatora oraz słowa dowódcy jego krążownika: Chwała Nieśmiertelnemu Inkwizytorze von Hase, zgodnie z Waszym rozkazem melduję, że za dwa dni znajdziemy się na orbicie E-215 – sztywnym, żołnierskim głosem oświadczył kapitan Gustavus – melduję również …. Przygotować się do inspekcji – przerwał mu Inkwizytor. Po chwili głos w komunikatorze rozległ się ponownie – Panie…., ale to ….. bardzo ważne. Tym razem głos kapitana łamał się i daleko było mu do początkowej pewności siebie. To ja decyduję o tym co jest ważne a co nie Kapitanie – powiedział szorstkim tonem von Hase – inspekcja za pięć minut. Tak jest mój Panie, inspekcja za pięć minut – odpowiedział na wydechu Kapitan. Komunikator zamilkł.Inkwizytor cicho westchnął. Powinien się zirytować postawą kapitana jego okrętu, który usiłował pouczać jego samego co jest ważne a co nie. Ostatecznie uznał jednak, że kapitan zareagował odpowiednio i wystraszył się własnej inicjatywy. Bo też przejawianie jej w obecności Inkwizytora było co najmniej nierozważne.

Narzucił na siebie ciężki szary płaszcz i wygładził jego poły. Bezpośrednio z jego kajuty przez ginące w górze wrota von Hase przeszedł do jednej ze wspaniałych świątyń okrętu. Po kilku minutach marszu wśród setek kolumn, sięgających majaczącego mile nad nim sklepienia, dotarł szerokiego na setki metrów, bogato zdobionego ołtarza, na którym spoczywał jego oręż. Wykonany ponad cztery tysiące lat temu mistrzowską ręką Ernsta Hocklera pistolet plazmowy. Tłum serwitorów, którzy służyli jego broni, okadzając ją wonnościami i odmawiając litanie, rozsunął się. Inkwizytor przyklęknął i pokłonił się jej a następnie odłączył przewody stabilizujące od jednego ze sług, który zabezpieczał ją, kiedy spoczywała miejscu jej kultu. W razie wzrostu temperatury plazmy ginął serwitor a broń pozostawała nie uszkodzona. Czyż to nie wspaniała nagroda dla tak mało wartego życia jakim jest los serwitora, oddać je aby ocalić tysiącletni artefakt – pomyślał von Hase. Następnie ostrożnie i z namaszczeniem włożył broń do kabury zabezpieczonej pieczęciami czystości po czym przeszedł do ołtarza, na którym czczono ostrza, od których padło wielu wrogów Imperium. Inkwizytor jakiś czas zastanawiał się nad odpowiednim wyborem analizując doświadczenia zebrane podczas poprzednich kampanii. Tymczasem wsłuchując się w monotonne litanie katedralnego chóru doznał objawienia: „Najświetniejszym orężem prosta droga dla wierzącego” zanucił chór. Inkwizytor wstał powoli, podszedł do ołtarza i sięgnął po prosty łańcuchowy topór.

Udając się na mostek przechodził wąskimi korytarzami okrętu, gdzie słyszał jedynie ciężkie uderzenia swoich butów. Nie było słychać rozmów, nie było słychać odgłosów krzątaniny, w końcu nie było słychać nawet oddechów mijanych członków załogi. Wszyscy zgięci w pół pod ciężarem strachu wstrzymywali oddech, wkładając maksimum wysiłku w to, aby pozostać nieruchomym i przez to niezauważonym przez Inkwizytora. Mijał ich bez pośpiechu, zatrzymując na co poniektórych wzrok odrobinę dłużej. Żaden z nich nie śmiał spojrzeć mu w oczy. Inkwizytor odnosił wrażenie, że nikłe, blade i żółtawe światło na wąskich korytarzach gęstnieje ilekroć mijał bosmanów, majtków czy nawet pozbawionych świadomości serwitorów, wprzęgniętych na stałe w arterie okrętu. Gęstniał niewątpliwie również zapach, zapach wystraszonej zwierzyny, cierpki zapach potu.

Fakty te odnotowywał z zadowoleniem, gdyż bać się go winni wszyscy na tym okręcie. Wszyscy oddani pod jego komendę wiedzieli, że są rzeczy dużo straszniejsze niż śmierć. A najgorszą z nich było narazić się na gniew Inkwizycji. Dokładał dużej dozy staranności aby wszyscy byli w pełni świadomi tego faktu. Każdy przejaw niesubordynacji był natychmiast rozpatrywany w jego sądzie. A nie było w nim niewinnych. Ci, którzy za takich się uważali, byli ostatecznie winni marnowania jego czasu. A kara za każde z przewinień była tylko jedna – śmierć. Różnica dotyczyła jedynie natężenia bólu i długości procesu umierania.

Gniew Inkwizytora mógł zostać wywołany cieniem podejrzenia o brak dyscypliny, o brak należytej skrupulatności w wypełnianiu swoich obowiązków czy w końcu o zbyt daleko idącą inicjatywę. Ta bowiem rodziła się w umysłach ludzi myślących, otwartych i przez to stawiających sobie pytania. A pytania rodziły wątpliwości, które od zawsze były źródłami herezji. Błogosławiony niech będzie umysł zbyt ciasny, aby zwątpił – powtarzał sobie von Hase, zainspirowany trafnością owej myśli. Rzeczą jego podwładnych nie było myśleć a jedynie wykonywać jego rozkazy.

Wiedział jak ważne jest przypominanie podwładnym o ich miejscu, jak łatwo w umysły każdego z nich mogą zostać skażone tchórzostwem czy wątpliwościami. Jego służba nauczyła go jednego – najskuteczniejszym lekarstwem na wszelkie wątpliwości jest strach. Najwięksi tchórze zostają bohaterami, kiedy wiedzą, jakie są konsekwencje nie wykonania rozkazu Inkwizytora. Śmierć z ręki najstraszniejszego nawet wroga jest niczym w porównaniu z umieraniem z rąk Inkwizycji. Dlatego jego gniewu bać winni się wszyscy jego podwładni, bez względu na to czy są dowódcami Inkwizycyjnych krążowników czy żołnierzami Gwardii. o­n był tym, który gniew Imperatora realizował bezwzględnie zgodnie z Jego wolą. o­n był Jego Aniołem Zemsty – o­n Inkwizytor Ordo Hereticus Slaw von Hase.

Kiedy dotarł na mostek Kapitan Gustavus powitał go mówiąc – Panie, jesteśmy gotowi. Von Hase przebiegł wzrokiem po obecnych. Zebrali się tu wszyscy najwyżsi stopniem jego podwładni. W milczeniu spojrzał na Matkę przełożoną Marię des Valles, która jako pierwsza zbliżyła się by oddać mu pokłon. Wiedział, że to jedyna osoba w tym gronie co do której oddania nie będzie miał wątpliwości. Co do odwagi również – w końcu jako jedyna patrzyła mu w oczy. Skinął lekko głową w jej kierunku, o­na odpowiedziała również skinieniem. Następnie zbliżył się przedstawiciel Eklezji, odziany w łachmany kaznodzieja Jacob Sprenger. Ten na chwilę podniósł wzrok po czym szybko go opuścił. Jesteśmy na Twoje rozkazy, Panie– dodał śpiesznie – ja, moja krucjata i oddani mi pod komendę pokutujący grzesznicy. Von Hase powolnym ruchem zdjął kapelusz skrywający cieniem połowę jego twarzy, tą która pokryta była szeregiem głębokich, sięgających kości blizn. Oddani pod Twoją komendę ? – zapytał chłodno Inkwizytor, podnosząc wskazującym palcem podbródek kaznodziei, upewniając się, że patrzy na całą jego twarz – Czy też pod moją komendę klecho? – dodał nie zmieniając tonu. A może Inkwizycja winna uznać Twoje słowa za grzech pychy i powiększyć o Twoją nic nie znaczącą osobę oddział pokutników? - dodał zbliżając swoją twarz ku oblanej bladym potem twarzy klechy. Kaznodzieja, który nie był w stanie wytrzymać spojrzenia, padł na kolana i zaczął w naprędce szeptem powtarzać wszystkie znane mu litanie do Imperatora.

Inkwizytor spojrzał na kapitana Gustavusa, który wyraźnie zdenerwowany oddychał ciężko. Co chciał mi Pan pilnie przekazać – zapytał von Hase, zupełnie nie zwracając uwagi na roztrzęsionego kaznodzieję, który nadal na klęczkach mamrotał coś pod nosem. Gustavus wyprostował się sztywno i jednym oddechem wyrzucił z siebie – Wykryliśmy w okolicy sygnały pięciu okrętów, a tylko jeden z nich zidentyfikowaliśmy jako Barkę Bitewną Zakonu Aniołów Krwi.

Inkwizytor podszedł do iluminatora i wyjrzał w czarną pustkę. Jego lekki uśmiech odbił się przez chwilę w iluminatorze. A zatem wszystko zgodnie z planem. Czas i miejsce wyznaczone. Stan gotowości bojowej do odwołania – rzucił szybko a następnie odwrócił się zebranych i głośno powiedział – Chwalmy Nieśmiertelnego albowiem uczynił nam tą łaskę i zaszczyt abyśmy wywarli zemstę na Jego wrogach i ostatecznie upokorzyli Jego Nieprzyjaciół. Niech Jego gniew przepełni wasze serca, niech Jego siła spłynie w wasze dusze. Wznośmy ku niemu nasze podziękowania, albowiem w naszym dziele wspierać będą nas najprzedniejsi bojownicy Imperatora – Bracia z Zakonu Krwawych Aniołów. Nie możemy zawieść. Zdrajcy zostaną pokonani.

Po tych słowach von Hase zamilkł na chwilę, spojrzał na zgromadzonych na mostku, po czym dodał ściszonym, spokojnym i lodowatym głosem – Gotujcie się do wojny.





=][= Slaw von Hase =][=



Notatka: I dużo się działo na powierzchni E-215. Ale o tym w następnych odcinkach.PozdrawiamSławek


Komentarze

Verbal
12-10-2006 - 07:24

Miło kolejny raz przeczytać ten tekst i wrócić pamięcią do tamtych odległych czasów, kiedy E-215 spłynęła krwią wszelkiej maści ;)

ES
12-10-2006 - 14:55

To przecież nie tak znowu odległe czasy :)
No i ważne, że jest ciąg dalszy.
Slawie, jeszcze raz dzięki za inspirację dla Epimetheusa!

madprofesa
20-10-2006 - 16:29

Zapowiada się niezła bitka, mam nadzieję, że w następnym odcinku Slav von Hasse trafi na godnego siebie rywala.

Pavonius
19-01-2007 - 15:46

To są chyba jakieś żarty :O Najprzedniejszych wojowników? Toż to inkwizycja nigdy nie walczyła by razem z Blood Angelsami! Już prędzej przeciwko nim. Inkwizycja najczęściej brała Ultramarines ale to szczegół ;)

Elmin
15-02-2007 - 14:12

Podoba mi się zdecydowanie. Fajny gęsty od klimatu tekst.

Zgodzę się tylko z Pavoniusem że Inkwizycja i:

-Krwiaki

-Dark Angels

-Space Wolves

To nie są zakony które mile witają Inkwizycję. W zasadzie najwyżej witają ją z niesmakiem. Jesli nie są w humorze podejrzewałbym nawet cos wysokokalibrowego...