Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 2 gości i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
piątek, 27 czerwca 2008 - 02:20

Strona gotowa do druku
Rykowisko








Perliście lśniąca masa, zawilgocone zwoje, wypukłości, wklęśnięcia, troszkę jak orzech włoski uformowany z tkanki miękkiej, ciepłej, pulsującej, skrytej w błonach. Jak brudna, niedokładnie wyciśnięta, skołtuniona szmata. Jak węzeł zadzierzgnięty z obłych robaków, tasiemców srających słowami. Szara materia, z której rodzi się nie-materia myśli, idei. Tam tkwi wszystko, co było jest i będzie. To on jest pasażerem w wycieczce przez świat realny, ten szpetny opancerzony prostacką twarzą mózg.
W czeluści umiejscowionej pomiędzy uszami, mruczę do siebie w języku międzysynaptycznych wyładowań elektrycznych oraz szumu krwi. Analiza i synteza.
Jeśli strzelił bym sobie w głowę, zabił bym Jehowę, eksplodował bym wszystkie słońca we wszystkich galaktykach, spalił bym wszystkie książki, te przeczytane i te nieprzeczytane a nawet te jeszcze nienapisane. Przepadło by wszystko. Kainowa zbrodnia przedawniła by się, Hiob cierpiał by na darmo, Abraham mógł by równie dobrze zabić Izaaka a Jezus Chrystus zbiec z Jerozolimy chyłkiem, nocą poprzedzająca ukrzyżowanie. Nie twierdzę wcale, że nie istnieje nic poza moją świadomością, że to ułuda zmysłów, jak u Georga Berkeley’a, który dowodził, że gdy patrzy na konia to koń istnieje a gdy tylko zamknie oczy to koń znika. Pistoletowa kula roztrzaskująca mi czaszkę, rozrywająca mózg, zmieniająca ciało w gnijącą padlinę, martwy ochłap, pochodzi przecież spoza mnie, jest częścią rzeczywistości zewnętrznej, więc bezdyskusyjnie jest to rzeczywistość realna i prawdziwa. Jednak w głowie mam drugą rzeczywistość, równie realną, równie niebezpieczną, świat równoległy, w którym wszystko ma swoje odbicie. Każda osoba, na którą spojrzałem została wessana, spakowana, uległa sprasowaniu i upchnięciu gdzieś tam, w tym labiryncie diabelskim i żyje w nim odrębnym życiem, będąc niepełnym alter-ego rzeczywistego protoplasty. Każdy krajobraz zapamiętany, stał się częścią myślowej geografii. Noszę więc w głowie odrębny świat płaskich landszaftów zaludniony tysiącami niemych twarzy osadzonych na cienkich niczym bibuła korpusach. Jeśli każę im tańczyć to zatańczą, jeśli będę chciał to pośród lasów, jak będę miał kaprys to wszyscy się wywrócą. Mam w głowie nawet Boga, z długą brodą i trójkątną głową, siedzącego na majestatycznym cumulusie. Wystarczy jedna miałka myśl.
Ja wiem, że świat wokół mego ciała istnieje. Świat landszaftów i w większości niemych twarzy, osadzonych na korpusach, które tańczą i tańczą i tańczą. Podobno gdzieś nade mną mieszka Bóg.


Komentarze

ES
27-06-2008 - 10:35
Bardzo zgrabnie napisana impresja. Uroczo ulotna, zadziwiająco gibka mimo gęstych słownych splotów.
Warsztat prima sort, Panie Doktorze!
Inkq
27-06-2008 - 10:49

Fajny tekst na początek wakacji. Kolejna dobra robota dr Ibsenie.

Ardis_deLeveren
27-06-2008 - 20:11

Ciekawe przemyślenia... Tyle jestem w stanie powiedzieć, bo zrozumienie głębszych znaczeń tego tekstu przerasta, czuję, moją inteligencję. :D