Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
czwartek, 12 października 2006 - 09:47

Strona gotowa do druku
WH40k
...czyli kolejna porcja tła fabularnego kampanii rozgrywanej na E-215. Tym razem do boju przygotowują się wrogowie Imperium.



Srebrno–złota maszyna zatrzymała się z piskiem przed odrapanym i podziurawionym kulami budynkiem byłego administratorum. W miejscu, w którym wisiał jakiś czas temu imperialny orzeł, zamocowano ośmioramienną gwiazdę z błyskającym czerwienią neonem. Neon głosił wszem i wobec, że po przekroczeniu progu budynku znajdziesz się w „Przystanku Cadia”. Decurion, dowódca zwiadu motocyklowego „Vehemeni Equitatus”, zgasił silnik, wyjął kluczyk ze stacyjki i oparł maszynę o walającego się na chodniku betonowego gargulca. Bolała go dupa … zdecydowanie za długo w „siodle” - pomyślał i chwiejnym krokiem podszedł do drzwi zza których dochodził gwar odpoczywających po walkach braci w chaosie. Pchnął jedno ze skrzydeł i wszedł w szaroburą atmosferę speluny. Rozejrzał się szybko i przy jednym ze stolików zauważył znajomego porucznika z Legionu Alfa. Legioniście spod znaku Hydry towarzyszył drugi nieznany mu marine noszący granatowy pancerz poprzecinany bielą błyskawic … Night Lord. Zasalutował i udał się do obsługiwanego przez kultystę baru.

- Dawaj Killkana – zażądał. Trzęsącymi dłońmi mężczyzna podał kufel ciemnoczerwonego napoju. Zdecydowanie nie nadaje się do tej roboty, pomyślał zwiadowca. Zabrał szklankę i podszedł do stolika, przy którym w milczeniu konsumowali swoje trunki zauważeni wcześniej chaoci.

- Co słychać Panowie? – zagadał sztampowo.

- A no kroi się znów mały wypad na lojali i inne robale – odparł alpharianin – przed momentem potwierdzono rozkazy.

- Taaaa … coś mi się widzi, że będziemy uczestniczyć w tej samej imprezie – spojrzał pytająco w stronę Władcy Nocy. W odpowiedzi człowiek o dziwnie ptasich rysach twarzy potakująco kiwnął głową.

- Eh, nawet się człowiek porządnie nie napije, bo znów go objebią podczas odprawy … Kiedy wylatujecie?

- Jutro … pewnie o podobnej jak wy porze. Władca znów pokiwał głową i pociągnął przez słomkę łyk napoju, który wyglądał jak sok albo inne zdrowe cholerstwo. Żelazny Wojownik dopiero teraz zauważył zaczerwienia po szprycach i skojarzył robotę Fabiusa … dietka pomutacyjna … dramat. Dobrze, że my Ironi nie korzystamy z radosnych eksperymentów tego konowała, pomyślał. Cała trójka w milczeniu raczyła się swoimi płynami, obserwując od niechcenia zapasy w kisielu pojmanej podczas krucjaty sororita z eldarką z kultu wych. Przy stole obok nerwowym śmiechem zanosił się jeden ze slaaneshytów, wiercąc sobie w dłoni dziurę zardzewiałym widelcem. Pojeb … pomyślał i wrócił do swojego piwa, które potocznie nazywano słodkim safhem. Miał wielką ochotę na drugiego i trzeciego, ale wiedział, że taką dawkę może znieść tylko twardy łeb demonicznego księcia. Killkan – morderczy browar warzony przez zielonoskórych znany był ze swej mózgojebności, a tajne raporty mówiły iż był chętnie wykorzystywany przez alpharian podczas przesłuchań najbardziej odpornych na perswazję więźniów. Plotki mówiły również o tym, że był podstawą czarnoksięskiego dekoktu służącego do przywołania wiatru chaosu, a nurglici z Death Guardu dezynfekowali płynem strupy czy inne ropienie. Tak kontemplując swój ulubiony trunek dotarł do dna kufla. Smutnie spojrzał przez grube dno szklanki, podrapał się po łysej czaszce pazurem lightning clawa i wstał niechętnie od stołu.

Trza mi lecieć – westchnął i beknął przeciągle, pozbawiając swój żołądek ciężaru gazów jakimi nasycił go browarek. Pomyślał przez moment, że część mógłby wypuścić drugą stroną, ale to przecież była domena wyznawców Nurgla. Zasalutował ponownie i donośnym głosem zaczął:

… NA CHWAŁĘ WIELKIEGO UNDIV... … e tam, kurwa, po prostu dajmy z siebie wszystko i przeżyjmy do następnego piwa tudzież – mrugnął porozumiewawczo w stronę „ptasiego” – innego soku. Władca pokiwał głową a legionista Hydry uśmiechnął się blado … a może tajemniczo.

Decurion odwrócił się na pięcie i podszedł w stronę drzwi. Przekraczając próg usłyszał chrapliwe „kill, maim, burn” i odgłos rozłupywanej czaszki … kultysta zdecydowanie nie nadawał się na barmana tej speluny … zdecydowanie.

***************

Von Hase i jego fanatyczna zgraja, szlag by to... Do tego służące Fałszywemu wampiry, normalnie sabat... Raport identyfikacyjny przyniósł informacje tyleż jasne, co niepokojące. Porucznik Epimetheus pamiętał dobrze poprzednie spotkania z nieugiętym Inkwizytorem, a wyznawców Khorne'a po stronie lojalistów uważał za jakąś abberację. Faktem jednak było, że miał przed sobą dwa imperialne okręty, których obecność w tym rejonie była mu zdecydowanie nie na rękę. Zwłaszcza wobec niedawnego doniesienia zwiadu o zbliżaniu się wysuniętej odnogi tyranidzkiego roju... jakiegośtam. Imperialne nazwy rojów były tyleż wyszukane, co bezsensowne, stwierdził. W obecnej sytuacji jednak robale schodziły na dalszy plan – były zagrożeniem, ale mogły również stać się sprzymierzeńcem. Może jarmarcznie wymalowane okręty lojalistów przyciągną ich uwagę – na jego twarzy wykwitł ponury uśmiech. Po powrocie na Penyab IV trzeba będzie poważnie porozmawiać z przełożonym Wiernych. Ostatnio kult nie wypełniał swoich zadań tak, jak oczekiwał tego Legion. Owszem, byli skuteczni – niewątpliwie zabójstwo odpornego na wszelkie argumenty wicegubernatora planety można uznać za sukces. Jednak czy musieli przy tym wysadzić w powietrze pałac gubernatora razem z połową dzielnicy? Od tego czasu minęło kilka miesięcy, a w stolicy wciąż siedziało stado węszących wszędzie inkwizycyjnych sługusów, z kompanią Ultrasów na dokładkę. W takich warunkach wszelka aktywność Legionu musiała zostać poważnie zredukowana, ergo: nie przynosiła spodziewanych efektów. Pozostawało czekać... Na szczęście w przepastnych trzewiach "Przystanku Cadia" czekało się całkiem przyjemnie. Przynajmniej do czasu otrzymania tego cholernego raportu. Wierny, który go przyniósł, wciąż czekał, zgięty wpół, a krople potu kapały z jego czoła na podłogę. Epimetheus zastanawiał się przez chwilę, czy kultysta bardziej się boi, czy też po prostu jest mu niewygodnie. Ostatecznie tkwił w tej pozycji już jakieś dwie godziny, zanim porucznik pozwolił mu się odezwać. Czasami zastanawiał się, jak ludzie mogą być takimi idiotami, żeby z własnej woli wstępować w szeregi kultu. Co ciekawe, im bardziej byli traktowani jak śmieci, tym większe okazywali uwielbienie dla Wysłanników Prawdziwych Bogów, jak szumnie nazywali legionistów. Widać człowiek musi znać swoje miejsce, pomyślał – wiemy to zarówno my, jak i Fałszywy... Dlatego cała ta zabawa w wojnę z Imperium jest w gruncie rzeczy walką o stołek. Fakt, że złoty, ale mimo wszystko tylko stołek. Pociągnął łyk Killkana, po czym zwrócił wzrok na Wiernego.

- Powiedz przełożonemu, żeby się szykował do podróży. Na dniach otrzymacie konkretne polecenia. Jeśli dobrze się sprawicie, spłynie na was łaska bogów.

Pomyślał, że powinien jakoś wynagrodzić kultyście zdrętwienie pleców. Dlatego nie użył zwyczajowej, suchej formuły pożegnania, postanawiając okazać odrobinę poufałości.

- Teraz spierdalaj w podskokach, spocona świnio.

Wierny z zaskoczeniem podniósł głowę.

- W podskokach, powiedziałem. Ku chwale Undivu.

- Tak, Panie! – ekstaza w głosie śmiecia była aż nadto słyszalna – chwalę go całą duszą, Panie!

Głupek właśnie zbierał się do odśpiewania litanii ku czci Wielkiej Czwórki i to zapewne w pełnych, 6-, 7-, 8- i 9-zwrotkowych wersjach, lecz solidny kop Epimetheusa pchnął go we właściwym kierunku. Z kim ja muszę pracować, ze smutkiem pomyślał porucznik – kto wymyślił, że akurat nasz Legion musi się w tym babrać... Szlag by to...

Jego rozmyślania przerwał znajomy, cichy szept: - Mogę się dosiąść?

Pytający jak zwykle pojawił się nie wiadomo skąd. Władcy Nocy jakoś nie potrafili inaczej. Zresztą już się do tego przyzwyczaił. Tak jak do ryku silników maszyn Żelazioków, z których jedna najwyraźniej zajechała właśnie przed "Przystanek".

- Zakład, że znowu będzie go boleć dupa? O Killkana – to był tradycyjny zakład, którego nigdy nikt nie podjął, z tej prostej przyczyny, że Decuriona, kiedy zsiadał z motoru, dupa bolała zawsze. Zresztą za chwilę się przekonają. Jedno ze skrzydeł drzwi speluny uchyliło się...

****************

W „Przystanku Cadia” panowała cisza, jeśli ciszą można nazwać mamrotanie kultystów odmawiających po raz setny pełne 44-zwrotkowe litanie ku czci Wielkiej Czwórki. Oprócz obsługi nie było nikogo. Z daleka zbliżał się szum. Zgrzyt gąsienic Rhinosa oraz silnik motocykla. Nagle silniki zgasły. Kroki i z hukiem otworzyły się drzwi. A właściwie wypadły z framugi, gdy próbował się przez nie przecisnąć Demoniczny Książe, który ugrzązł w resztkach ściany.

- Arrggghhhh, co to znaczy, nie chcecie mnie tu wpuścić!!!!! – ryknął Książę.

Kultyści stłoczyli się za barem i jeszcze głośniej i pokorniej zaczęli wznosić modły. Seria z boltera rozwiązała problem drzwi i uwolniony Demon mógł wreszcie wejść do środka.

- Bogowie, za co mnie pokaraliście, że musze współpracować z tym półgłówkiem – pomyślał Gelerth, lord Legionu Alfa – w dodatku nie pasuje zupełnie do naszej armii, jest za duży, zbyt widowiskowy, echh, zachciało mu się być demonem, przeklęty niech będzie dzień, kiedy pomyślał, że został wybrańcem.

W tym czasie Demoniczny Książę zdążył już skopać dwóch kultystów oraz wypić trzy!!!! Killkany. Teraz stał nad trzecim kultystą i udawał, że nie słyszy jego modłów.

- Książę, mamy inne zadania do wypełnienia. Proszę usiąść ze mną przy stole i posłuchać najnowszych rozkazów – zawołał Gelerth, siląc się na uprzejmość.

Reszta małego oddziału zwiadowczego udała się do baru i popijając Killkana zaczęła się grać w starą legionową zabawę – uciekających kultystów, którzy to starali się jak najszybciej dobiec do drzwi prowadzących do bunkra na zapleczu. Kule z bolterów, co chwila roztrzaskiwały jakiś stół lub krzesło.

- Tuż przed dotarciem tutaj odebrałem nowe rozkazy. Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn okręt Władców Nocy musiał zawrócić. To spowodowało, że siły Niezwyciężonego Chaosu zostały ograniczone tylko do dzielnych i nieustraszonych w walce Żelazioków oraz braci z Legionu Alfa. Jako że nasz oddział dopiero się formuje, otrzymaliśmy rozkaz zabezpieczenia tego oto lokum jako punktu zbornego dla powracających naszych armii – wyjaśnił Gelerth popijając powoli Killkana.

- To nie będziemy walczyć? Walczyć z każdym bez wyjątku, dla dobra Chaosu?!!?? – ryknął Książę.

- Nie. Rozkaz mamy jednoznaczny. Siedzimy na dupie i czekamy. Niech Wielka Czwórka wspomoże naszych braci w walce, a my będziemy czekać na pomyślne wieści. I nie będziemy z nikim walczyć, zrozumiano! – powiedział, podnosząc głos Gelerth – Ja go kiedyś zabiję, tak dla zasady, żeby żaden porucznik nawet nie pomyślał o wielkiej przemianie – dodał w myślach. - Chhhhrrraaaaaammmm – zabulgotał Książę – dobrze, nie będę z nikim walczył – wycedził przez zęby – idę się upić.

No tak, a jak się upije to i tak będzie chciał wystrzelać barmanów i połowę najbliższej osady, posądzając, że nie są zbyt religijni i nie słuchają jedynej słusznej rozgłośni – pomyślał Gelerth i udał się do toalety.


W tym samym czasie gdzieś w kosmosie...

- Co to było, prawie się z nami zderzył! – zahuczało w głowie necrońskiego Lorda.

- To był ten chaotyczny krążownik klasy Rzeźnicki Tasak, w którym cicho jak w naszej krypcie – zabrzmiał drugi głos.

- Dlaczego zawrócił, natychmiast sprawdzić – zażądał Lord.

- Żadna stacja nasłuchowa obsługiwana przez śmiertelników nie podaje informacji na ten temat – padła odpowiedź.

- Wysłać grupę pościgową, jeszcze się z nim spotkamy – wydał rozkaz Lord. A w latającej krypcie było cały czas cicho, tak cicho, że słychać było upływający czas...

Notatka: Autorzy poszczególnych fragmentów (oddzielonych gwiazdkami): Verbal, ES, Skoti.


Komentarze

Slaw
16-10-2006 - 22:26
Melancholijnie
Tak sobie zacząłem wspominać, przeglądać i myśleć, że może czas pokazać jakąś małą fotorelację z pikniku? Albo chociaż umieścić na tej zacnej stronie "Poradnik Intergalaktycznego Zbója".

Sławek
ibsen
17-10-2006 - 11:22

I ujawnić nasze facjaty? (tym którzy jeszcze ich nie znają...)... Więc jestem za, pod warunkiem że będziemy mieli na ryjach kominiarki :-)

madprofesa
20-10-2006 - 16:06

...szkoda, że u nas w biedronce nie ma killkanów, za to są tequillakany, też nieźle siepią po berecie;)

Skoti
21-10-2006 - 12:04

To zapraszm do mnie - tutaj kilkanów pod dostatkiem ;)

madprofesa
22-10-2006 - 20:20
Myślę, że wszyscy stali użytkownicy kiedyś w przyszłości się spotkają na browarku aby omówić wstępne plany obalenia GW, po uprzednim obaleniu kilku browarków oczywiście.
Skoti
25-10-2006 - 01:13

Po co obalac GW wystarczy obalic dwa kilkany ;). A o spotkaniu w pełnym skłądzie to jak na razie sobie można pomarzyc :(