Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
wtorek, 17 października 2006 - 10:56

Strona gotowa do druku
Inne
Figurkofilia – jednostka chorobowa rozpoznana w toku badań przeprowadzonych na grupie siedmiu reprezentantów, w chwili obecnej niezbadana w stopniu wystarczającym, dającym jakiekolwiek podstawy do podjęcia konkretnych kroków w celu znalezienia skutecznego leku.
Pierwsze wnioski, jakie wyciągnąłem z obserwacji chorych jednostek pozwalają stwierdzić, że opisywana przypadłość ma charakter agresywny, jest bardzo zaraźliwa, a przebieg jest ciężki. Różnorodność i siła objawów pozwalają na postawienie tezy o skomplikowanej formie choroby. Analizując zaś wystąpienie pierwszych objawów mogę stwierdzić, że za zachorowanie odpowiedzialny jest wirus nieznanego pochodzenia, z niewiadomą formą migracji pomiędzy potencjalnymi ofiarami; z całą pewnością można jednak stwierdzić, że za jego rozwojem stoi nieznany w chwili obecnej katalizator.


Poniedziałek, 16.10.2006 (tuż przed 20.00)

Trzęsącymi rękami odłożyłem wyjętą przed momentem ze skrzynki kopertę i kartę zapisaną drobnym makiem, wyplutym przez maszynę Doktora Figoora. Obce ciało w moim ciele, odpowiedzialne za moją hobbystyczną gorączkę … moją i innych. Wirus, który teraz śmieje się penetrując mój krwioobieg, przyprawiając mnie o kolejne wybuchy szału, namiętności, pożądania. Wirus, który wżera się w szare komórki mojego mózgu nakazując przeszukiwanie Allegro, sklepów internetowych, komisów w poszukiwaniu kolejnej okazji, której nie można odrzucić.
Zdejmując buty i kurtkę tępawym wzrokiem patrzyłem przez zachodzące parą wieczorne październikowe okno. Założyłem kapcie i leniwym krokiem przestąpiłem próg mieszkania. Mijając stojący w korytarzu warsztat usłyszałem szept. Stanąłem jak wryty, próbując przebić szarość mroku w poszukiwaniu źródła dźwięku. Nachyliłem się w stronę półki i przez moment zdawało mi się, że widzę jakiś ruch w zbitej ciżbie figur wszelkiego autoramentu. Przetarłem skonane po całym dniu pracy przy komputerze oczy i chciałem się wycofać, kiedy głos powrócił … wyraźniejszy, bardziej natrętny.

- Veeeerbaaaluuu … Panie mój i bracie, moja ręka. Moja ręka leży obok. To boli … napraw moją rękę proszę. Verbalu sługo Chaosu moja głowa, moja głowa … nie mam głowy, gdzie moja głowa. Verbalu wodzu mój … Verbalu moja broń, moja broń bez lufy. Verbalu, Verbalu szefie mój nie pozwól mi dłużej leżeć … Verbalu postaw mnie na nogi

Doskoczyłem do włącznika lampy i światło zalało korytarz. Spojrzałem przez ramię na spokój panujący na półce z figurami … obok lampy leżał korpus Bloodthirstera z wyrzeźbionym nowym karkiem, na którym miała pojawić się nowa głowa, kawałek dalej stał sobie spokojnie zabójca mrocznych elfów, któremu już dawno odpadła ręka trzymająca miecz. Zobaczyłem warsmitha Żelaznych Wojowników, któremu wieki temu miałem nawiercić otwór w lufie, a na nożu do tapet spoczywał twardziel z Domu Cawdor, który swoim widokiem krzyczał o nową podstawkę. Ogarnąłem ten obraz jeszcze raz i poszedłem do lodówki po puszkę piwa. Poszedłem zostawiając moich małych przyjaciół samym sobie, bo choroba, która toczy moje ciało ma przeróżne humory.


Komentarze

ES
17-10-2006 - 11:04
Dokąd to wszystko zmierza... Jak to powstrzymać, jak się nie dać... Ale czy ja chcę się nie dać?

Gęste, duszne, mroczne, takie jak lubię. Jeszcze to zdjęcie i będzie pierwszy horror figurkowy :)
Verbal
17-10-2006 - 11:14

Kto wie ESie może znajdziesz odpowiedzi na swoje pytania w kolejnych odsłonach wędrówki ;)

Tak tak ... zdjęcie ... niech nie myśli nikt, że to opowieść z kategorii Sci-Fi ... nawet wiem komu to zdjęcie zlecę ;)

Morkai
17-10-2006 - 11:17

Hehehehe. Świetne Verbal. Krótko a zwięźle....... horror :D

ibsen
17-10-2006 - 11:18

Ostatni raz kiedy do mnie gadały figurki, poważnie zastanowiłem się nad swoim życiem i zrezygnowałem z walenia w kocioł więcej niż flaszki dziennie... ;-)

Verbal
17-10-2006 - 11:40

No patrz a ja wczoraj tylko po jednym piwku wróciłem ;)

brother_bethor
17-10-2006 - 14:32

Widocznie inaczej nawet niewielka ilość C2H5OH czyni Cię bardziej podatnym na wpływ tego wirusa :D


17-10-2006 - 18:45

Trzeba to będzie zbadać :)

Slaw
17-10-2006 - 20:05
Brawo
<FONT face=Courier>Świetne opowiadanie Sławku. Naprawdę zaczynam się zastanawiać dlaczego dopiero teraz odkrywasz przed nami swoje literackie talenty. No i zastanawiam się nad jednym jeszcze - czy my chorujemy na to samo
Ardis_deLeveren
17-10-2006 - 21:07

Hehehe... Sądząc po tym fragmencie z dziennika, Lovecraft zmartwychwstał i znalazł kolejną inspirację dla swoich malignicznych wizji. ;)

Verbal
18-10-2006 - 08:28
Zawstydzony :)

Dziękuję bardzo za komantarze (naprawdę uszy mi się czerwienią). Najpierw ES wspominał coś o Poe, teraz Ardis o Lovecrafcie ... gulp. Nie wiem czy uniosę taki ciężar porównania :).

Odpowiadajac na Twoje pytanie Sławku ... zapewne na to samo tylko może jesteśmy na różnych etapach rozwoju wirusa ;)

brother_bethor
19-10-2006 - 11:33

Chyba, że w każdym przypadku choroba ma inny przebieg. :)

ES
19-10-2006 - 13:25

I to jest właśnie piękne :)

Verbal
19-10-2006 - 14:10

Nie uprzedzajmy faktów i poczekajmy na oficjalne wyniki badań Dr Figoora :)

madprofesa
20-10-2006 - 23:00
Nie jestem pewien czy to wynik wirusa, o którym pisał Verbal ale zdawało mi się dzisiaj, że moje dwa defilery grały w karty na parapecie. Obserwowałem scenę kątem oka a gdy odwróciłem się w ich stronę udawały, że nic się nie dzieje...hmm...ciekawe.
Verbal
21-10-2006 - 07:38

Hehe jesteś na dobrej drodze ;) ... tylko pytanie gdzie to wszystko prowadzi ciągle pozostaje bez odpowiedzi :]