Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
poniedziałek, 02 marca 2009 - 19:42

Strona gotowa do druku
WH40k
Kolejnym chronologicznie tomem po "Galaxy In Flames", w którym to Horus Niejednoznaczny staje się Horusem jednoznacznie Złym, jest "Flight of the Eisenstein". Autorem tego tomu jest James Swallow, którego wielce rozczarowywujące "Faith and Fire" już recenzowałem. Dlatego trochę się obawiałem, że znowu stracę pieniądze i czas na coś niezbyt ciekawego. Szczęśliwie rozczarowałem się pozytywnie. Głównym bohaterem książki nie jest tytułowy Eisenstein a kapitan Gwardii Śmierci Natahaniel Garro. Eisenstein to statek, którym Natahaniel wraz z kilkoma postaciami znanymi z poprzednich części cyklu, ucieka z orbity Istvaan III, po tym jak odkrywa zdradę Horusa. Ale sama opowieść zaczyna się wcześniej i zanim pojawi się Istvaan i sam Horus, są wstrętni Xenos i całkiem zręcznie i ciekawie opisany Legion Death Guard. Cokolwiek by o nich nie powiedzieć, twarde to były chłopaki, których posyłano tam, gdzie inni nie dawali rady. I właściwie te początkowe rozdziały są siłą książki. Potem niestety robi się nieco sztywno, ale tylko nieco. To znaczy nasz Garro jest czasami zbyt rycerski, zbyt szlachetny i przez to zbyt płaski. Jego rozterki nie są do końca przekonywujące, chociaż nie są sztuczne. Bo czy Kosmiczny Marine, który niesie galaktyce "świecką prawdę" jako przesłanie Imperatora może uwierzyć, że "Imperator chroni". W każdym razie spotyka na swojej drodze wiele osób i jest świadkiem wielu wydarzeń, które zachwiały jego dotychczasowym bezpiecznym, stoickim i świeckim światopoglądem. A opisy niektórych z tych wydarzeń i osób są naprawdę "smaczne inaczej". W każdym razie czyta się to naprawdę dobrze, może za wyjątkiem samej końcówki, ale i tak warto. Tym razem James Swallow pokazał, że pisać potrafi. I jeszcze na koniec, jak myślicie, jak zareagowałby któryś z Primarchów, gdybyście powiedzieli mu, że jeden z jego braci zdradził Imperatora?

Po "Flight of the Eisenstein" przychodzi pora na "Fulgrima", czyli opowieść o "Emperor's Children" i ich Primarsze. Przed lekturą tego tomu popełniłem chyba jeden błąd i przeczytałem kilka jego recenzji. I wszystkie one rozpływały się w komplementach i peanach na cześć Grahama McNeilla autora tego dzieła. No i z takim nastawianiem zacząłem czytać i raczej szybko się rozczarowałem. Książka generalnie trzyma poziom poprzednich części cyklu, ale w żadnym wypadku nie jest od nich zasadniczo lepsza. Co więcej jest w niej kilka elementów, które są dla mnie mocno nieprzekonywujące, niepotrzebne i sztuczne. Ale od początku. Akcja zaczyna się jak to w większości tomów trochę przed fatalną decyzją Horusa. Myślicie, że "Dzieci Imperatora" to strojnisie i generalnie lekkoduchy, co to wolą posłuchać opery zamiast szczęku boltera. Ani trochę. Wszyscy dowódcy mówią, że daną cywilizację pacyfikować trzeba będzie 10 lat. Fulgrim mówi, że zrobi to w miesiąc. I co? I chłopaki dają radę. Dlaczego – bo boją się zawieść swego Primarchę. Nie jest zaskakujące, że wszyscy w tym Legionie mają lekkiego świra na punkcie doskonałości, bo największego ma sam Fulgrim. I właściwie cała książka jest o tym jak "ewoluuje" owo pojęcie doskonałości. I myślę, że zupełnie niepotrzebnie pojawia się w tym wszystkim pewien miecz. Bo do jasnej cholery z takiej a nie innej konstrukcji książki wynika, że właściwie nikt nie jest w stanie oprzeć się chaosowi a zwłaszcza ten, co podnosi nienależące do niego przedmioty leżące tu i ówdzie na różnych planetach. Blee, fuj, fuj i w ogóle. Chwyt stary, wytarty i kompletnie bez sensu. Primarcha, któremu coś zaczyna gadać w głowie i zaczyna się trochę dziwnie zachowywać generalnie kompletnie się tym nie przejmuje, nie zwraca na to uwagi i nie zadaje sobie żadnych pytań. W ogóle nikogo o nic nie pyta. A głos w głowie coraz głośniejszy i tak to już potem leci do znanego finału. Dlatego te wszystkie opowieści o tym jak to Fulgrim był długo i podstępnie kuszony przez znanego miłośnika doskonałości z innego wymiaru, odstawiłbym na półkę z podpisem "rozczarowania". Ale poza tym to książkę polecam. Jak się nie nastawicie na psychologiczny dramat to książka trzyma poziom, akcja jest wartka, opisy bitew świetne, Erebus wredny a Iron Hands to z pewnością ten Legion/Zakon, który mógłbym zbierać a Fulgrim był faktycznie "Dzieckiem (Imperatora)".

Po "Fulgrimie" następny tom sagi to "Descent of Angels" i "Battle for the Abyss". Te tomy na razie jednak pominąłem i zabrałem się za "Legion" Dana Abnetta. I powiem Wam bez cienia wątpliwości – to najlepszy tom w całej serii. Liczba zwrotów akcji, zapętlenie pętli popętlonych wątków, podejrzenia podejrzanych przez podejrzewanych i po prostu zajebisty humor i dystans to majstersztyk w wydaniu mistrza Abnetta. Nie opowiem nic o akcji "Legionu", bo czytanie jej jest prawdziwą przyjemnością a głowienie się z gatunku "o co w tym wszystkim k…wa chodzi" jest perełką. Ale nie dziwi to, jeżeli bohaterami książki są członkowie Legionu Alfa. Strasznie mnie kusi, że napisać coś więcej, bo od początku do końca ma się postępujący opad szczęki, ale nie będę Wam psuł zabawy. Czytajcie koniecznie!



Strona << | 1 | 2 | >>

Komentarze

Brat_Limak
03-03-2009 - 00:30
Pytanie
Czy opisywane w tej recenzji książki są dostępne w języku Polskim?
Morkai
03-03-2009 - 11:24

Fajnie Sławku! Flight... będzie moją następną książką (ciekawe dlaczego? :D ) Fajne recenzyjki - choć baaardzo króciutkie ;) Chętnie pogadałbym o tych książkach przy jakimś piwku ;)

Brat Limak. Odpowiem tak - jeszcze ich nie ma. Zdaje się, że ksiązki z Herezji Horusa są kolejno wydawane w j.polskim. Ale naprawdę polecam angielskie wersje. Nie są pisane jakimś szczególnie i bardzo trudnym angielskim, a i tak najlepiej warto po prostu czytać, nawet jak nie wszystkop w 100% da się zrozumieć. Przynajmniej ja mam niekiedy problemy ze zrozumieniem, ale ze słownikiem nie czytam. Wolę po postu czytać...

Z polskich wersji jest na razie tylko "Horus Rising", czyli "Wywyższenie Horusa"

Ardis_deLeveren
03-03-2009 - 20:09

Smutek i żal... Bo aktualnie odkładam na nowego kompa i średnio mnie stać na książki, a po przeczytaniu tej recenzji dostrzegam konieczność zanabycia kilku. Good, good recenzja, Sławku. :]

Inkq
03-03-2009 - 23:00

Dzięki Slaw za recenzję. Niestety aktualnie brak czasu powoduje że przesunę lekturę tego cyklu na wakacje, może wtedy mi się uda. :P

ES
05-03-2009 - 14:02
Recenzje niby mini, ale treści w nich sporo i na pewno zachęcą tego i owego do lektury. A jednego takiego to może popędzą, żeby skończył i dał się wreszcie oświecić

Sam przeczytałem wszystkie powieści cyklu poza Mechanicum i jestem zadowolony, choć z pewnością jedne powieści są lepsze, inne słabsze. Większość z nich jednak się broni, do tych drugich wypadnie mi zaliczyć nie recenzowaną jeszcze przez Slawa Battle for the Abyss, choć i tam są rzeczy ciekawe. Z opinią na temat Descent of Angels poczekam na drugą (jak się spodziewam) część, czyli zapowiadaną Fallen Angels. Inaczej niż Slaw, Fulgrima mam za rzecz jednoznacznie bardzo dobrą - powieść jest po slaaneszowemu rozpasana, tak fabularnie, jak i objętościowo (zdecydowanie wykracza poza zwyczajowe w serii 416 stron). Poza klasyczną trójcą otwierającą cykl najbardziej polecam Legion - powieść, w której po czterystu stronach ostrej jazdy czytelnik dostaje w łeb Nową Optyką.

Ogólnie - czytać!
Wosho
08-03-2009 - 23:23
Fulgrim
Nie zgadzam się co do Fulgrima..
Jak czytałem tą część to było mi autentycznie smutno gdy następowała jegprzemiana i mimo że wiedziałem jak się skończy to do końca miałem nadzieję że może jednak coś się zmieni..
ibsen
12-03-2009 - 18:24

Się nadal dość mozolnie przebijam przez "Horus rising" a to dlatego że ciągle mam z boku kilka książek czytanych symultanicznie i niestety dzieła z Black Liberary przegrywają w przedbiegach z taką konkurencją jak Truman Capote czy Jose Lesama Lima. Ale przeczytam, bo mnie Sławku zachęciłeś i choćbym się miał zesrać, zgłębię tajemnice tej pier....olonej herezji. Tak w ogóle to fajna recenzja ;-)

Skoti
10-05-2014 - 21:47

właśnie skończyłem "Legion" i......... ja chcę więcej. Mam nadzieję, ze Legion Alpha dozeka sie kontynuacji w całej serii. Książka jest po prostu MEGA!!!