Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
środa, 11 marca 2009 - 20:08

Strona gotowa do druku
WH40k
Wszystkim nam, hobbystom i graczom, mistrzom i aspirującym, sinusoida naszego zaangażowania płata figle. Od godzin spędzanych nad nowymi pomysłami nad rozpiską, dni z pędzlem w dłoni i piekącymi oczami od kiepskiego światła, po tygodnie pustki, ciężkie myśli o wystawieniu wszystkiego na Allegro i zajęciu się czymś pożytecznym, czymś co ma więcej pozorów istotności, przydatności czy użyteczności. Czegokolwiek. Nie wiem jak u Was, ale ja mam silną potrzebę zrozumienia tego, dlaczego właściwie moim hobby są figurki, dlaczego gram w W40k, dlaczego wydaję na nie swoje pieniądze. Bo przecież mógłbym je wydać na tysiąc innych sposobów i większość z nich wydaje się dużo bardziej sensowna, rozwijająca i interesująca. I jedyna sensowna odpowiedź jak przychodzi mi do głowy to taka, że figurki są pretekstem do spędzania czasu z przyjaciółmi. Przynajmniej sensowna dla mnie. No i sama gra. W grze jest coś zabawnego, coś co daje dużo emocji, z reguły pozytywnych. Gra na chwilę pozwala zapomnieć o rachunkach do zapłacenia, o telefonach do wykonania a poza tym się dzieje. Samo tak z siebie, człowiek pomaga losowi a ten albo łaskawy albo obojętny albo złośliwy. I tak myślę, że całym dobrem gry jako takiej jest to, że człowiek może powalczyć sam z sobą. Bo każdego kusi, żeby coś tam przesunąć o 6,5", żeby znacznik przykrył więcej niż przykrywać powinien. Trzeba w sobie znaleźć dużo dystansu, żeby odnieść jedyny prawdziwy sukces w grze chłopkami, wygrać z samym sobą. No ale zdawać sobie z tego sprawę to nie znaczy znaleźć receptę na pokusy. One będą zawsze i to właściwie jest istotne, bo każdej grze trzeba się starać, żeby grać fair. Bo niby można grać i wygrać grając na naciąganych zasadach, ale po skończonej potyczce trzeba by zapytać samego siebie, co to właściwie była za gra? Bo Warhammer 40k ma inne zasady. To w co ja właściwie wygrałem?

Kurcze, nie zgadniecie, ale ten artykuł miał być raportem bitewnym z bitwy jaką zagrałem z Morkaiem w pewien lutowy piątek. Teraz się pewnie zastanawiacie co było w tej grze takiego strasznego, że skłoniła mnie do tak katastrofalnych przemyśleń. Już odpowiadam – nic katastrofalnego, wręcz przeciwnie. Ta bitwa była taka, jaka powinna być. W tej bitwie było wszystko w jak najlepszym porządku. Ta bitwa była naprawdę super. Tak sobie zawsze wyobrażałem dobrą grę.

Kilka słów wstępu. Historia moich i Morkaia bitew za ostatnie półrocze wygląda mniej więcej tak: sierpień 2008 r., grudzień 2008 r. i luty 2009 r. Nie żebyśmy nie lubili z sobą grać, o wręcz przeciwnie. Po prostu wygospodarowanie czasu na grę to dosyć skomplikowane zajęcie uwzględniające łącznie dwie żony i piątkę dzieci oraz zajęcia dodatkowe, choroby, pracę, itd. Samo więc umówienie się na grę jest tytułem do wielkiej radości. I myślę, że ta atmosfera wyjątkowości, czy wręcz święta udziela się naszym grom. Samo nasze granie nie jest z najwyższej półki taktyczno – generalskich zdolności, ale jest lepiej niż było. Mam nieskromne wrażenie, że jestem dla Morkaia wymagającym przeciwnikiem, bo on z całą pewnością jest nim dla mnie. Ważne też są nasze armie – czyli moje Sisters of Battle i Morkaia Gwardia Śmierci. Trudno o bardziej spolaryzowanych flufficznie przeciwników. To dodaje całości zdecydowanie "krwistego smaczku" jak mawiają klasycy. Nie ma zmiłuj się, jest krew, pot i łzy. A poza tym jest piąta edycja i nasze rozpiski coraz bardziej przypominają to, co można by nazwać armią a co w czwartej edycji nazwano by ekscentrycznością. Chociaż częstotliwość naszych gier mocno odbija się na naszej znajomości zasad i piąta edycja miesza się nam z czwartą a może i z trzecią jeszcze, to dajemy radę. A poza tym znamy się z Morkaiem nie od dzisiaj. No i to jest chyba najważniejsze. Bo można przyjść do Barda i zagrać grę z kimś miłym, sympatycznym i dopiero co poznanym, ale ja wolę grać z ludźmi, których już znam. Bo turlanie kośćmi i przesuwanie figurek to jedno, ale spotkanie z kumplem to coś dużo ważniejszego.

I po co ja Wam tą wiwisekcję przedstawiam możecie zapytać? Bo chciałbym Wam wszystkim życzyć takich właśnie bitew jak ta piątkowa. Żeby każda chociaż zbliżała się do takiego wzorca. Bo to ładuje nie tylko hobbystyczne akumulatory, ale też pozwala na głębszy oddech w poniedziałkowy ranek. Bo można się uśmiechnąć na wspomnienie trójki pudłujących jednocześnie Obliteratorów czy Canoneski, która oblewa jednocześnie dwa swoje rzuty obronne na 2+. Bitwa równa od początku do końca, z planem, zmianą planów i w końcu bez planów. I bitwa zakończona remisem. I bitwa, która dawała tyle radości i emocji, że ani w smak byłoby jakiekolwiek kombinowanie z zasadami. Tego Wam właśnie życzę. Jak najczęściej.
Notatka:

Dzięki Morkaiowi jeszcze raz.
S.


Komentarze

Morkai
12-03-2009 - 10:06

Hehehe. Prawda to :) Historia naszych bitew sięga głębokich mroków :D Pamiętasz jeszcze te raporty pisane na Gildię....ze strzałkami itd? :D Faktycznie bitwy wszystkie które graliśmy były warte zapamiętania. Musze przyznać, że bardzo często jak myślę o Sławkowych Siostrach to mam od razu ochotę robic rozpiskę Death Guard :D Jakoś tak od zawsze są dla mnie powiązane..

Mam nadzieję, że tak jak pisałem w pewnej dedykacji, jeszcze nie raz prowadzić będziemy naszą krucjatę...

To co? Jutro w piątek następny rozdział?? ;> :D

PS.

Dzięki wielkie również za tą bitwę...za każdą rozegraną i każdą którą jeszcze napiszemy....

ibsen
12-03-2009 - 18:00

No cuż, taki wiek nam na karkach wisi że na partyjkę łorchamera jakoś ciężko się umówić, zawsze coś ważniejszego wyskakuje, za to na wódkę, wino i co ino to bezproblemowo nawet parę razy w tygodniu... Dziwne... Co nie? :)

madprofesa
13-03-2009 - 16:35

Zaiste zaskakujące Ibsenie :)

Ten sam trend obserwuje wśród moich ziomali: Paintball -tak, browar -tak, WH40 - next time.

Ale może za czas jakiś wrócimy jeszcze raz do tej samej rzeki.

Poza tym - fajny artykuł Esie, fajnie, że jeszcze komuś się chce chcieć, może to będzie zarażliwe.