Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 2 gości i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
wtorek, 05 lutego 2013 - 14:32

Strona gotowa do druku
WH40k

Będzie dziś bezfotkowo, ale nadal w temacie chłopków.

Dread powoli nabiera kształtu – grinstafowanie idzie powoli, swoim tempem. Ma już kilku mniejszych kolegów, ale o tym za dni kilka. Założyłem sobie jeden zdjęciowy wpis na tydzień, poprzedzony (max) 2 wieczorami zabawy w piłowanie, pasowanie i klejenie – wystarczająco dużo, żeby coś zrobić (jak jest wola i ochota) i na tyle mało, że nie będzie to zaburzało życia rodzinnego, obowiązków domowych i zawodowych oraz kontaktów ze znajomymi. Malowania nie planuję na ten moment, przynajmniej dopóki nie powstanie choć jeden pełny oddział.

Tyle tytułem (wstępnego) raportu z prac w dniach ostatnich, który całkiem nawet pasuje do tematu dzisiejszego wpisu. A nawet jest jego efektem.

W bitewniakach (z naprzemiennymi przerwami i napadami fazy) siedzę ponad 15 lat, całe swoje „pełnoletnie” życie. Przez ten cały okres nie dorobiłem się ŻADNEJ skończonej – w pełni sklejonej i pomalowanej – armii. A projektów miałem całe mnóstwo – WFBowych, 40kowych, Necromundowych, BloodBowlowych i innych, których nawet nie pamiętam. Nie mówiąc już o grach fabularnych, karciankach oraz planszówkach.
15 lat… Zakładając przeznaczanie tylko 2 h w tygodniu na zabawy z modelami, wychodzi 1560 godzin. Czyli jakieś 1500 figurek. Biorąc poprawkę na pracochłonność HQ/pojazdów/maszyn oraz wyższy niż „3 kolorowy tabletop” poziom reszty, niech będzie połowa, czyli 750 modeli. Sklejonych, pomalowanych, spodstawkowanych – krótko mówiąc: gotowych do gry. Hmmm… gdzie są moje armie? W dupie, można by odpowiedzieć, w dupie…
Kalkulacja powyżej przedstawia absolutną wersję minimum. Nie oszukujmy się – czasu na hobby się nie liczy i spędza się z chłopkami długie godziny (zwłaszcza w latach szkolno-studenckich) – czytając, oglądając, sklejając, malując, kminiąc rozpiski, grając, gadając oraz pisząc. Jak bym miał sam się określić (w ostatnich latach), to bym powiedział, że… właściwie tylko czytam i oglądam w Internecie projekty innych. Niby szukam inspiracji, pomysłów, sprawdzonych rozwiązań, myków, trików i kombosów... Czasem jeszcze posta napiszę, albo coś zakupię, co to by kolekcję dwarfów rozbudować albo mieć zapas bitsów na przyszłość… Czyli właściwie, realnie patrząc, to nic nie robię. Czas marnuję, bo to powyżej, nie przekłada się na fizyczną realizację planów. Rozpoczęte projekty stoją. Większość nie wyszła poza fazę tworzenia modeli testowych. Część jest bardziej zaawansowana, ale nie zmienia to faktu, że nawet na lokalny turniej jechać nie mam co, bo obśmieją i nie dopuszczą. Co do zakupów, to złapałem się nawet na tym, że po przyjściu paczki oglądam czy wszystko ok i… chowam figurki do pudła, pudło do szafy, zamykam drzwi i zapominam o wszystkim.

Zastanawiająco-żenujące to moje zaangażowanie w hobby, biorąc pod uwagę oczekiwania…

Niedawno razem z moją Anią (która nie gra, ale w łaskawości swojej pozwala mi się bawić żołnierzykami) stanęliśmy przed szafą pełną moich pudełek. Kontemplując w ciszy to wszystko, co jest ukryte w małych i większych opakowaniach po figurkach, tosterze, laptopie, pampersach i Bóg-jeden-wie-po-czym-jeszcze, uświadomiłem sobie, że nigdy tego nie przerobię, jak dalej będzie tylko „czytanie i oglądanie”. Albo muszę to wszystko w pizdu sprzedać, albo wziąć się za to. Żona przytaknęła, po ramieniu poklepała i buziaka na zachętę dała. Zabrałem więc pierwsze z brzegu pudło, wyłączyłem laptopa – główne narzędzie dotychczasowego życia hobbistycznego (oraz niezwykle skuteczny zjadacz czasu) i wziąłem się do pracy. Nieśmiało, „metodą małych kroków” dra Ibsena wybudzam się z marazmu. Czego i Wam życzę, jeśli Was dopadł.


Komentarze

ES
05-02-2013 - 15:56

Jakbym czytał własne przemyślenia... Tyle że wniosek wyciągnąłem inny - trzeba odchudzić półki.

de_wil
05-02-2013 - 19:31

ja również nie wykluczam sprzedaży części modeli. niektórych nawet niedługo mam zamiar się pozbyć. ale mam też mocne postanowienie dokończenia tego i owego. :)

Skoti
05-02-2013 - 21:04

Mam dokładnie takie same przemyślenia. Był moment, że hciałem sie pozbyc wszystkego, ale ...... pzeczytałem dwie książki ze świata 40stki i już chaośników nie sprzedają. Necroni idą do żyda. Do tego doszła mnie tęsknota za zielonoskórymi do WFB, ale nie za graniem tylko za figurkami.

Morkai
06-02-2013 - 12:36

Powinienem napisać +1 do tych wszystkich komentarzy powyżej :) Obawiam się że u mnie nie będzie żadnych małych kroczków, a po rpostu hurtowa wyprzedaż tego wszystkiego. Może to jeszcze nie wiosna, ale budzę się pomalutku z takiego marazmu laptopowego, typu World of Tanks chociażby. Nagle czasu więcej! Tyle, że u mnie nie idzie i raczej nie pójdzie to z powrotem w stronę chłopkuf. Powody są wielorakie: jestem bogatszy o doświadczenia "epoki minionej" - wiem co chciałem, jakie były plany, a wiem co udało się zrobić. Znam też ułudę chłopków... kupuje się piękne kolorowe pudełko z ładnie malniętymi figurkami na przedzie...a wśordku masz szary plastik, który trzeba posklejać, pomalować.....

nieznośne dla mnie są ciągłe zmiany zasad i codexów - to jest tak naprawdę mój gwóźdź do trumny. o ile zrobiona armia jest do osiągnięcia, o tyle te ciągłe zmiany zwyczajnie nie jestem w stanie ze względów czasowych ogarnąć. Dla mnie hobby bitewniakowe powinno być skonstruowane jednak inaczej. Podstawowe zasady są tylko korygowane oraz uzupełniane. Podobnie codexy. Niech dodają nowe rozwiązania, nowe jednostki, nowe pomysły. Ale niech to ma swoje ramy stałe, a tylko ciągle ubogacane.... Jeżeli zmiany, to niech chociażby nie będą radykalnie zmieniane co 3 lata..... Dla mnie zaczął się tlić bunt antyGW od czasów zmasakrowania mi armii Blood Angels, poprzez zwykłą zmianę dwoma .pdf`ami z White Dwarfa.... Można się czuć lekko wydymanym, skoro połowa armii nie znajduje się na liscie i człowiek zostaje postawiony pod murem. Zbyt wiele rzeczy po prostu mi się JUŻ nie podoba w tym hobby bym do tego wracał. Może proza życia, może doświadczenie - nie mam na to czasu..... Jak jeszzce grał mój syn, czy ESu - można było coś pogadać chciaż vis gg. A tak to po prostu sczezło. traktuję to jako ot kolejny etapik hobbystycznej egzystencji, było i poszło, jak z doomtrooperem, whfb...tak i wh40k. Może coś czasem podłubię modelarsko. Ale na razie zima!

Rozpisałem się jak głupi, a w zasadzie chciałem tylko napisać, że ten dred Marcin naprawdę Ci wyszedł. Zawsze Nurgla traktowałem właśnie jako połączenie ciała z brutalną ingerencją maszyn, z tłokami maszyn wszczepionymi prostacko w mózgi, kończyny czy inne części ciała ;) grube rury wpieprzone bezkompromisowo w odbyt/oczodół/gębę (i najlepiej połączone ze sobą.... ot taka wizja :]

de_wil
07-02-2013 - 11:36

Dawałem się uwieść takim ładnym pudełkom przez kilka ostatnich lat. A teraz przeraża mnie ogrom zalegający w szafie, czekający na zmontowanie i pomalowanie. Tak po prawdzie, to przerażał mnie już dużo wcześniej, ale odsuwałem takie myśli od siebie, łudząc się że przyjdzie na wszystko czas. Duży błąd, nie do naprawienia właściwie.

Wiem, że to na czym polegnę, po prostu sprzedam. A resztą będę się cieszył jak długo się da. Światełkiem w tunelu jest pojawienie się przeciwnika 40kowego w bezpośrednim otoczeniu. Może to też jest powód, dla którego tak surowo nie oceniam zmian w zasadach – nie grając często, nie miałem okazji się sparzyć.

Cieszy mnie pozytywny odbiór dreadnoughta. :)