Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
środa, 20 lutego 2013 - 20:15

Strona gotowa do druku
WH40k

Marnie wygląda jeden wpis w tygodniu (a do tego taki krótki i bez-zdjęciowy), stąd dziś będzie kolejny. Nazwa robocza to „blast from the past” – taka wspominka o rozpoczętym projekcie, który (oczywiście) nie został ukończony. Choć ma duże szanse na to, że doczeka się szczęśliwego finału jako jeden z pierwszych. Nie koniecznie szybko, bo priorytetem są jednak CSMi, ale do końca roku może uda mi się pochwalić kolejnym (niedużym) skończonym projektem.
A wszystko przez dobór bitsów – tworząc khornowych morderców szukałem broni beastmeńskich i znalazłem pudełka z gwardią, a w pudełkach... No właśnie – o tym, co znalazłem, jest ten wpis.

I jeszcze taka mała uwaga: tekst jest już (w większości) znany (wąskiemu) gronu Subrosariuszy piknikowych. Zdjęcia nawet szerszej publiczności. Ale może znajdzie się czytelnik, dla którego będzie to coś nowego (i interesującego).


Tak zwany „background”

Sługą mroku się nie czuję: w czarne skóry się nie ubieram, długich czarnych włosów nie noszę, black metalu też nie słucham. Za to koza... taaak, od zawsze miałem sentyment do kóz. A właściwie do kozopodobnych beastmanów z WFB. Zaczęło się wraz z podziałem armii Chaosu i wyjściem osobnego kodeksu Zwierzoludzi na początku lat dwutysięcznych. Zasad nie pamiętam, zresztą nie były nawet istotne – grać i tak nie grałem częściej niż raz na pół roku. Liczyło się coś innego: MODELE. Strasznie spodobały mi się nowe wzory gorów i ungorów, psów, shaggotha oraz centigorów. Były tak inne od mojej pierwszej miłości - marauderowskich, pyzatych dwarfów. Takie... dzikie i pełne pierwotnej mocy. Nieokiełznane... Nigdy nie dane mi było zagrać nimi, a nawet przeciw nim. Ale jak miałem okazję, to sobie oglądałem.
Lata mijały i przesiadłem się z WFB na Wh40k. Zmieniłem też strony konfliktu: z jasnej strony mocy przeszedłem na tę chaotyczną. Mieli być Night Lords, a koniec końców zostali Word Bearers i moja (trochę słabsza, niż powszechna wtedy) wariacja Demon Bomby. W międzyczasie zdobyłem okazyjnie jakiś box beasmański (a nuż się przyda w moim chaosie, ot choćby jako demony Khorne'a, do Blood Thirstera też pasowaliby) - jak to mówią stara miłość nie rdzewieje. Po pewnym czasie, w trakcie poszukiwań pomysłu na kolejną armię, natknąłem się na listę Lost and the Damned z całym jej dobrodziejstwem modelarskich możliwości. I już widziałem tych heretyckich gwardzistów z rogami, morze dużych parzystokopytnych mutantów Tęczowego Pana, watahy zdziczałych psów i wielkiego demona z równie wielkim smoczym ogonem, wszystkich uroczo robiących wrrr, meeee, beeee i inne takie... Pełen chęci poczyniłem pewne zakupy i... oczywiście nic z tego nie wyszło, bo się edycja zmieniła i listę diabli wzięli, a wraz z nią umarły możliwości. A i moje zainteresowanie chłopkami w tamtym czasie wygasło.



Strona << | 1 | 2 | 3 | >>