Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
niedziela, 02 lutego 2014 - 20:21

Strona gotowa do druku
Rykowisko

Mitteleuropa to nie do końca środek Europy, geograficznie leżący gdzieś w okolicach Wilna. Mitteleuropa to magiczna kraina rozciągająca się od Zachodniej Ukrainy przez Mołdawię, północną Rumunię, wschodnie krańce Węgier, Słowację i południowo-wschodnią Polskę. Jej granice nie są nijak wyznaczone, pływają pośród karpackich dolin. Powstała w głowach austriackich urzędników, próbujących okiełznać galicyjsko-słowiański żywioł. Dla mnie Mitteleuropa jest synonimem Polski. Bo Polska w moim odczuciu ma niewiele wspólnego ze Śląskiem, Wrocławiem, Mazurami i Szczecinem (z oczywistych względów) ani nawet z Poznaniem. Polska właściwa to Warszawa i morze wioseczek i miasteczek na wschód i południe od niej. Polska to istotna część Mitteleuropy.

Mitteleuropa... To jedno słowo tłumaczy w magiczny sposób wszystko co nas otacza. Jest transcendentną odpowiedzią na wszelkie pytania tyczące tego dlaczego jest tutaj tak jak jest. Czemu ludzie są jacy są. Czemu ziemia rodzi to co rodzi. Mitteleuropa... Gdzieś w pół drogi między Rzymem a Krymem. Po kostki zapadła w błocie, między karpackimi łagodnymi wzniesieniami i ostatnimi starodrzewnymi puszczami kontynentu. Zagubiona w sieci podłych dróg, dróżek, polnych gruntówek, przysypiających ulicówek, miasteczek z kościółkiem lub cerkiewką i miast fundowanych na prawie niemieckim, przez królów Polski będących Litwinami rodem z Białorusi.

Gdybyż Cesarstwo Rzymskie zechciało tę krainę choć troszkę, troszeczkę podbić, założyć obóz, przekształcić go w urbis, wybrukować drogi, ustanowić szlaki handlowe... lecz nie, rozsądnymi ludźmi byli Rzymianie. Nie inwestowali czasu i pieniędzy w przedsięwzięcia z góry skazane na niepowodzenie. Bo w Mitteleuropie zimy srogie, błota tłuste a lasy gęste. Wyrzucona poza nawias rzymskiego imperium Mitteleuropa została tym samym skreślona nieodwołalnie z indeksu krain cywilizowanych. Na mapie widać to jak na dłoni. Zasięg rzymskiego państwa, rozkład jego prowincji, idealnie niemal pokrywa się z mapą najsilniejszych gospodarek świata. Gdzie rzymskie legiony zdołały wbić w ziemię swe proporce a rzymska administracja narzuciła miejscowej, dzikiej hałastrze rzymskie prawo, tam dzisiaj kwitnie obywatelski dobrobyt. Mitteleuropa się nie załapała. Będąc jednak dość blisko blasku bijącego z kaganka rzymskiej cywilizacji mogła nań patrzyć. Z daleka, lękliwie ukryta w gąszczu pradawnej puszczy. Na zachodzie blask a na wschodzie mrok, mróz i wycie wilków.

Mitteleuropę zamieszkali Słowianie. Po wielkim zamieszaniu wędrówek ludów właśnie w tym miejscu rozbolały ich nogi. Rozlali się po okolicy, na zachodzie nad Łabę na południu na Bałkany. Postrzegani obecnie dość stereotypowo, jako niewinne dzieci natury, pląsające po obsypanych kwieciem łąkach w wiankach na głowach i w lnianych koszulinach na grzbietach. Nie wiedzieć czemu takich protoplastów Mitteleuropa sobie wyobraziła. Byli bardziej na miejscu tu, pośród bagien, dąbrów i cienistych dolin niż tam, na zachodzie gdzie marmurowe panteony zapomnianych rzymskich bóstw i granitowe gmaszyska zapomnianych cesarskich urzędników służyły germańskim książętom za centra administracyjne podległych im ziem. Stereotyp tak bardzo wrósł w tożsamość mieszkańców Mitteleuropy, że z automatu niemal widzą siebie jako byty niewinne, ludyczne, rozkochane w zieleni i śpiewie ptaków, gdy tymczasem z zachodu bijący blask cywilizacji jest zimnym i nieludzkim przeciwieństwem ciepłego słonecznego światła.

Zachodnia cywilizacja jest czymś z gruntu obcym, niekoniecznie złym lecz z pewnością sprzecznym z naturą. Tysiąc lat wojny, którą Mitteleuropa toczyła z Germanami to nic innego jak o kilka wieków przesunięta walka z rzymską ekspansją. Walka przynajmniej częściowo toczona wbrew sobie, w swoistym schizofrenicznym zacietrzewieniu. Wszak Mitteleuropa chciała by do Rzymu, ale się boi, lecz kuszą ją te wszystkie cywilizacyjne zdobycze jednak żal rozdziera słowiańską duszę na myśl o rozstaniu z niewinnością puszczańsko-błotnych dzikusów. Zdawać by się mogło, że przyjęcie Boga z rąk rzymskiego biskupa raz na zawsze rozwieje wszelkie wątpliwości Mitteleuropy. Niestety Bóg to tylko Bóg a jego kościoły wznoszone są na kościach starego porządku, pośród dąbrów i mokradeł do cna przesiąkniętych słowiańskością. Tak samo jak Bóg Zachodu odciska swe piętno na blondwłosych neofitach tak samo każdy mglisty poranek budzący się nad Mitteleuropą odciska swe piętno na Zachodnim Bogu by z każdą zdrowaśką z każdą missą z każdym krzyżem wotywnym stawianym na rozdrożu wciągnąć go dalej w las, głębiej w bagniste ostępy. Obok rzymskiego wizerunku będącego apoteozą Wszechmądrości i Wszechmajestatu stanął słowiański Jahwe, apoteoza słowiańskiego Wszechzagubienia i Wszechrozpiździelu.

Od tysiąca lat Mitteleuropa siedzi okrakiem na miedzy odgradzającej Zachodni Porządek i Dobrobyt od Wschodu będącego domem zarówno wschodniej dziczy jak i mistycznego piękna. Od tysiąca lat Mitteleuropa nie potrafi się jasno określić po stronie jakiejkolwiek ideologii. Jadąc na wschód młodzi Mitteleuropejczycy czują pustą dumę z własnej wyższości nad żyjącymi w ubóstwie Ukraińcami i Białorusinami, czują się dobrze bo syf tam jest jeszcze większy niż w ich własnym domu. Zaczynają wtedy o sobie myśleć jak o ludziach zachodu. Jadąc na zachód czują równie pustą dumę z własnej prostolinijnej naturalności. Puszą się jak pawie opowiadając Londyńczykom o tym że widzieli krowę i sianokosy. Szlachetni mistycy Wchodu oglądający z życzliwym uśmiechem menażerię zindustrializowanego, zdehumanizowanego Zachodu.

Prawda zwykła leżeć po środku. Mitteleuropa nie ma żadnej Ideologii. Tej ziemi od początku przypisany był brak wizji. Pożyczamy od wschodu i od zachodu, przerabiamy na swoją modłę, stawiamy byle jak jedno a całkiem ładnie coś innego. Bez ładu i składu. Jak dziecko, któremu dano dwa zupełnie różne zestawy klocków zbudowaliśmy coś na kształt pałacu cygańskiego króla. Tu wieżyczka tam garaż ówdzie basen z marmuru w stylu gotycko-barokowo-beverlyhillowskim a nad wszystkim minaret.

Wyrośli w Mitteleuropie ludzie mają w głowach ten sam miszmasz. Nagromadzenie przeróżnych myśli i symboli skotłowane w jeden wielki dziejowy kogel-mogel. My Słowianie, my Piastowie, my poganie, my husaria, my Grunwald, my szlachta, my chłopy pańszczyźniane, my Jakuby Szele, my legiony dąbrowskiego, my poddani Franza Józefa, my zniemczani, my rusyfikowani, my polonizujący ukrainę, my komuniści, my narodowcy, my maki spod Monte Cassino, my Akowcy, my Ubecja, my Solidarność, my Magdalenka, my Papież, my EUsojuz. Ocipieć można od natłoku tysięcy i tysięcy obrazów, słów i myśli, którym wszelako brak wspólnego mianownika. To nie jest różnorodność tylko burdel na kółkach. Różnica niby niewielka lecz znacząca. Ludzie wyrastający z chaosu mają ten chaos w sobie. Wieczne pragnienie porządku i jeszcze większą potrzebę dekonstrukcji. Budując myślą już o tym jak pięknie będą wyglądać zgliszcza i jak cudownie będzie się na nie odlać.

Mitteleuropa, kraina pogranicza, gdzie rozsądek rozbija się o azjatyckie stepy, przemielona bez litości przez żarna czasu, spalona blaskiem majestatu wielu tyranów, zryta kopytami wielu armii i zdeptana buciorami nieprzeliczonego żołdactwa mimo to nadal zielona. Wszystko co się zdarzyło, zdarzyło się w ten a nie inny sposób, gdyż tutaj nic potoczyć się inaczej nie może. Ta ziemia gardzi rozsądkiem, nie dopuszcza do głosu oświecenia i od wieków rodzi ludzi na swój obraz i podobieństwo.

Jesteśmy dziećmi Mitteleuropy. Wschód wzywa nas nieprzerwanym zewem bezkresnych przestrzeni i nienawidzi za zdradzieckie romanse z Zachodem. Zachód kusi dobrobytem dając do zrozumienia żeśmy obdarte znajdy, nad którymi człowiek kulturalny trochę się lituje a trochę obawia. A my? Kręcimy się od stuleci, jak bączek puszczony ręką dziecka. To w lewo, to w prawo, bez sensu, bez celu, bez idei. Z pustką w głowie, którą zapełniamy na bieżąco historycznymi śmieciami. Najbardziej do twarzy było by nam w kwietnym wianku i lnianej koszulinie na grzbiecie.



Komentarze

de_wil
06-02-2014 - 11:19

jestem dzieckiem Mitteleuropy. nie-da-się-ukryć.

Slaw
06-02-2014 - 22:40

No nareszcie coś optymistycznego :D. A tak na serio to zastanawia mnie pytanie - I co z tego?

S.

Ps. Czytało się wybornie. Dzięki.

madprofesa
08-02-2014 - 22:19

Każdy ma taki chaos na jaki zasłużył. I huj.

Ardis_deLeveren
16-02-2014 - 21:44

też pewnie jestem dzieckiem mittelojropy. Urodziłem się właśnie w tym miejscu i w tym czasie, więc na pewno musiało mnie to kształtować. Ale mam to w rzyci; dla mnie Polska to tak samo Warszawa, jak też Poznań i Wrocław. Polska to Corona Regni Poloniae, akademia krakowska i pierwsza demokracja o zasięgu większym, niż pojedyncze miasto. Pustkę w głowie i szmatę na grzbiecie można mieć tylko, jeśli się pozwoli C.K. macherom je tam wepchnąć.