Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
piątek, 17 listopada 2006 - 09:19

Strona gotowa do druku
WH40k
Profesor Kniapa nacisnął klamkę i wszedł do klasy. W pomieszczeniu panowała wrzawa trochę większa niż zwykle a w powietrzu unosił się smród paliwa lotniczego i zielska. Na domiar złego kilka pamiątkowych gablot z fragmentami zestrzelonych myśliwców imperium było uszkodzonych. Żelazne ławy były porozsuwane a schemat wnętrza kabiny myśliwca orkowskiego po raz kolejny, tradycyjnie oflekany. Młode orki zwykły robić zakłady, który z nich z dziesięciu metrów trafi w umieszczony centralnie na schemacie celownik. Równie tradycyjną nagrodą były jak zwykle trzy kufle paliwa lotniczego. Zwycięzca zakładu siedział na krześle, na środku klasy kompletnie zapruty paliwem, ręce miał przywiązane do oparcia a reszta uczniów wymierzała mu tęgie karczycha brechtając przy tym niemiłosiernie. Zabawa była przednia, wszyscy się darli i charczeli, żaden z młodych kadetów nie zwrócił uwagi na profesora.
- Taaa, to będzie ciężka lekcja, muszę ich zdycypis… zdypliscy…. przywołać do porządku…- pomyślał Kniapa sięgając do swojej metalowej teczuszki i wyciągając wiązkę trzech granatów hukowych zdobytych na Slaneszytach. Orki bawiły się w najlepsze wymierzając kolejne karczycha nieprzytomnemu zwycięzcy i zaciągając się genetycznie zmodyfikowaną konopią wyhodowaną w szkolnym laboratorium. Żaden z nich nie zwrócił uwagi na fakt, że lekcja już się zaczęła. Kniapa za jednym zamachem wyciągnął zawleczki wszystkich granatów, rzucił wiązkę w motłoch i zatkał uszy rękoma. Potężny huk odczuwalny wyraźnie mimo zatkanych uszu, sprawił że pękło kilka szyb a uczniowie w końcu zorientowali się kto wszedł do klasy. Zapanowała nagła cisza, mącona jedynie przez rzężenia kilku kadetów, trzymających się za łby i obficie broczących juchą z popękanych bębenków.
Tępe spojrzenia całej klasy wlepiły się w Kniapę. Wszyscy mieli otwarte gęby z wyszczerzonymi kłami i wybałuszone gały i w ogóle idiotycznie wyglądali w obszarpanych szkolnych mundurkach barwy ork-grau. Pozornie osiągnęli coś na kształt zamyślenia a niektórzy wyglądali nawet na skupionych ale Kniapa się nie łudził.
- Eeech kurnasz i tak lepiej już nie może być - pomyślał Kniapa po czym wydarł się aż mu żyły wyskoczyły na szyi i na czole a okulary ze szkła kuloodpornego zsunęły na kichol
- Klaaasaaa siaaad na dupee! Wyciągnąć przybory! Zamknąć mordy! Pozapinać rozporki! Orki posłusznie obsiadły żelazne ławy oraz wyciągnęły kajety i kredki wytopione z tłuszczu gwardzistów imperialnych.
- Tematą tych zajęciuff bydzie „Oszczau róhomyh celóff naziemnych”- napisał na tablicy belfer. Orki napięły mięśnie, wywaliły jęzory w akcie najwyższego możliwego skupienia i zaczęły bazgrać w kajecikach. Belfer przeszedł się powoli po klasie i zauważył, że jeden z uczniów bawi się czymś pod ławką.
- Skubaniec jeden, pewnie wysyła smsy z imperialnej komórki… Tego to się szybko uczą! Ja ci się kurwa pobawię… Sam wielki Ro’hman powiedział „Zero tuleranzzji la komórkuff”.
Profesor doskoczył do kadeta i wrzasnął:
- Dajm mię ten komórek kadett!!
Ork schował telefon za plecy i odbulzgnął
- Ni chuja!
Kniapa powtórzył komendę „Dawaj!!” lecz Ork z przymuloną, czyli normalną, miną odmówił kręcąc zapamiętale łbem. Tego już było za wiele. Wyprowadzony z równowagi Kniapa zadał osiem piorunujących ciosów kantem dłoni w masywny kark gówniarza. Coś chrupnęło, belfer odwrócił się z grymasem bólu na twarzy i schował rękę w kieszeni. Sądząc po nasilających się chrząknięciach klasa wyraźnie się ożywiła.
Belfer jako jednostka orkowska posiadająca bardziej rozwinięty organ, u innych ras zwany potocznie mózgiem, był przez to wątlejszej postury niż typowe orki a i kościec nie ten sam. Odwrócony plecami do kadetów rozmasowywał połamaną dłoń szczerząc złowrogo kły. Odwracając się wkurwiony Kniapa sięgnął do szuflady biurka po zjumany w czasach wesołej młodości, imperialny pistolet boltowy, wycelował w nieposłusznego kadeta i nacisnął spust. Niestety mieszanina kredy i kleju zalegająca w lufie skutecznie uniemożliwiła oddanie strzału. Zamek pistoletu eksplodował pokrywając belfra czarną, gęstą chmurą. Kniapa stał jednak twardo dalej celując spieprzonym pistoletem w klasę, z okopconą łapą i odłamkami zamka powbijanymi w gębę, jego sterczące uszy były pokryte drobnymi dziurkami . Okulary się spisały. Po chwili ciszy z dwudziestu pięciu kaprawych, zielonych mord wydobył się basowy rechot. Belfer poczuł nagły skok ciśnienia i przez głowę przeszła mu kojąca myśl „Zbiorowa odpowiedzialność, zbiorowa kara! Co prawda limit zużycia prądu na ten tydzień jest już przekroczony a dziekan skarżył się, że groty ledwie wyrabiają z pedałowaniem w siłowni… ale co tam… ciężki dzień to usprawiedliwia”.
Szybkim ruchem sprawnej ręki wcisnął przycisk pod żel-betowym blatem biurka. Przez kable poprowadzone pod podłogą i zmyślnie podpiętych do metalowych ław, popłynął prąd o niebagatelnym natężeniu i napięciu. Rozległ się suchy, przeciągły trzask, zamrugało światło a orki jęły się telepać na lewo i prawo, trząść i toczyć pianę z pysków. Gdy Kniapa poczuł wyczekiwany swąd palonego mięsa puścił przycisk a orki sflaczały i jak jeden mąż pierdolnęły łbami w blaty. Znowu zapanowała cisza, przerywana tylko pojedynczymi stęknięciami i pierdnięciami. Dym z przypalonych czerepów unosił się w klasie niczym mgła.
- No dobra patałachy, przechodzimy do tematu Gorka jego w mordę jeża!
Syknął belfer, po czym dodał
- Pomyj, do tablicy, na biegu!
Roztrzęsiony ork schował wreszcie komórkę i poczłapał do tablicy podciągając po drodze gacie i spluwając koledze z klasy w oko. Mimo wszelkich starań jakich dołożył Kniapa by złamać szczyla, prezentował się on całkiem nieźle: na lewym bicepsie widniał przepisowo wypalony symbol Szwadronu Śmierci a mundurek był w nienagannym stanie poza brakiem guzików i łatami na dupie i kolanach.
- Pomyj! Narysuj na tablicy fragment mapy terenu obejmujący drogę na Białe Błoto koło Szczurzej Górki.
Kadet drapał się przez chwilę w kroku i po głowie po czym wybełkotał:
- Nie da rady, stresa mam….
- Nosz do Morczej nędzy! Jak ty zdałeś do drugiej klasy? Co jak co, ale nieznajomości obecnego terenu działań szwadronu nie można tolerować, musisz ponieść karę!
Belfer pociągnął za żelazną wajchę schowaną pod biurkiem. Pod stopami ucznia otwarła się sekretna zapadnia i Pomyj z kretyńskim, czyli normalnym, wyrazem twarzy, wleciał do środka pułapki. W klasie rozległ się jęk podziwu. „Szczeniaki nie znały jeszcze tego numeru he, he.” Pomyślał Kniapa. Wszystkie obecne w klasie orki zbiegły się i stłoczyły ciasno wokół małej kratki w rogu pomieszczenia, aby zobaczyć co się stało z ich ziomem.
Z wnętrza pułapki zaczęły się wydobywać przerażające wrzaski kadeta przeplatane głuchymi kłapnięciami paszczy Nazgurpa, napakowanego sterydami squiga hodowanego w piwnicy szkoły przez szkolnego woźnego. Po kilku minutach hałasy ucichły, Kniapa przedarł się przez grupę orków i zajrzał do środka. Nazgurp siedział spokojnie z gębą wysmarowana juchą a z lewej strony jego paszczy wystawał fragment podeszwy Pomyja. Po krótkiej chwili squig beknął donośnie i wypluł masywny ołowiany kolczyk po czym spojrzał na Kniapę przekrwionymi, pełnymi nadziei oczkami.
- Dobry squiguś, mordeczka, no już dziś nie będzie am am, za godzinkę przyjdzie woźny i zrobi zastrzyczek a teraz do wyrka, no już! – Wyraźnie zasmucony squig poczłapał niezgrabnie w głąb korytarza.
Kniapa zamknął właz po czym kilkoma kopniakami i ciosami ołowianego wskaźnika zagonił orki z powrotem do ławek. Z satysfakcją zauważył, że kadeci zaczynają czuć respekt przed starym szczwanym belfrem. Wszyscy siedzieli grzecznie wlepiając tępe ślepia w nauczyciela, czekając z niecierpliwością na kontynuację lekcji jak na potrawkę z sororitki.
Zadowolony Kniapa sam narysował fragment mapy na tablicy i już miał rozpocząć wykład gdy nagle rozległ się narastający gwizd przechodzący w potężny huk. Olbrzymi obiekt zarył z impetem w glebę nieopodal boiska do rugby. Tąpnięcie wstrząsnęło budynkiem a z nielicznych nieuszkodzonych jeszcze okien posypał się na kadetów grad szklanych odłamków. Gdy rozwiał się dym, opodal boiska ujrzeć można było jeszcze dymiący orkowski bombowiec klasy Totalna Miazga - najbardziej zaawansowany pojazd Szwadronu Śmierci. Oznaczało to prawdopodobnie awaryjne lądowanie szefa klanu i jego świty. Kniapa perfekcyjnie przewidział reakcję kadetów: banda zielonych mięśniaków cisnęła się przez okna w szalonym galopie ku kofanemu bossowi.
Tuman siwego kurzu, czyli wszystko co pozostało ze ściany stojącej między pełnymi zapału kadetami a ich rozpieprzonym idolem, ciągnął się przez cały dystans aż do olbrzymiej, najeżonej lufami karabinów i działek, sylwetki Totalnej Miazgi. Kniapa obserwował scenę ze stoickim spokojem i zniechęceniem jednocześnie, podpierając głowę jedną ręką i dłubiąc w nosie drugą.

Po chwili z klasy dobiegł do profesora pojedynczy bełkotliwy głos.
- paje pso….orze… ja muszę do tola…ello..lee…. kibla.
Naprany zwycięzca zakładu charczanego wstał chwiejąc się i z krzesełkiem przywiązanym za plecami do rąk, ruszył w kierunku pancernego biurka belfra. Kniapa nie zmienił swojej stoickiej pozy, spokojnie obserwował jak ostatni uczeń zataczając się podąża w kierunku drzwi. Pech chciał, że zamroczony kadet znoszony w różnych kierunkach przez działanie grawitacji i paliwa lotniczego wszedł na drzwiczki od zapadni... Reakcja Kniapy była natychmiastowa. Drzwiczki szczęknęły ponownie...

Autor: Madprofesa


Komentarze

Verbal
17-11-2006 - 09:40

No i po debiucie przyszedł czas na drugi równie dobry tekst. Oczywiście nie możesz tego wiedzieć ale jest taki fragment tego tekstu, swoisty tribut dla pewnej autentycznej sytuacji z mojego zawodowego życia, który rozszerza mi paszczę jeszcze bardziej i jeszcze mocniej wyciska łzy z oczu :D


17-11-2006 - 09:59

Hehehehehehe... geba mi sie mieje sama :D Swietny tekcior :D

ES
17-11-2006 - 12:01

Pionierskie podejście do świata 40k, aluzyjność i generalnie prześmieszność. Podoba mi :)

Uldor
17-11-2006 - 15:32

Tekścior ze wszech miar wspaniały ;) Ciekawe podejście do świata Warhammera 40k ;) Każda linijka hm... opowiadania? utwierdza mnie w przekonaniu, że mimo wszystko, moja szkoła JEST normalna :p

Zapraszam na www.40k.pl

Pozdrawiam,

Uldor

madprofesa
17-11-2006 - 18:45
...normalna szkoła...do momentu gdy pojawi się w niej profesor Kniapa ze swoją metalową teczuszką hie hie.
Dzięki za zachęcające do dalszego "rozwoju" komentarze. A Ibsenowi jestem krewny browarka.

@Verbal, czyżbyś też miał do czynienia z orkami?
Skoti
17-11-2006 - 20:20

Ależ oczywiście, że Verbal ma coś wspólnego z orkami, podobnie jak i ja :D

Ardis_deLeveren
19-11-2006 - 00:49

Eeeheheheheeeheeee... :D Cudowny, orczy klimat. :] Piękne po prostu. :]

Verbal
20-11-2006 - 07:42

W chwili obecnej nie mam bo projekt moich krasno armistów stoi w miejscu, ale nawet nie o to mi chodziło ... może kiedyś Ci wyjaśnie na priv ;)

Saminius
11-02-2007 - 11:16

Kolejny bajer-tekst :) Jak wy to wymyślacie ? Super śmieszne !! :D