Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 2 gości i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
wtorek, 16 stycznia 2007 - 08:12

Strona gotowa do druku
WH40k
Witajcie. Zapewne wielu z Was rozegrało w swoim życiu kilka takich bitew, które potem z uśmiechem czy wypiekami na twarzy wspominacie. Oto raport z jednej z takich bitew. Rozegrałem ją z Verbalem już prawie rok temu a ciągle mam szerokiego banana na twarzy jak sobie przypominam jej przebieg.
Zasady tej bitwy nie należały do bardzo normalnych. Podczas naszych figurowych spotkań rzadko zdarza się na grać według normalnych zasad. Spotkanie to było okraszone regulaminem (chociaż to nie najodpowiedniejsze słowo) Pt. „Poradnik intergalaktycznego Zbója” autorstwa imć Ibsena. Mam nadzieję, że autor zdecyduje się go opublikować na tej stronie.
Nie wdając się w szczegółowy jego opis, chciałbym tylko zaznaczyć, że w regulaminie tym losowało się praktycznie wszystko, od ilości elementów scenografii na stole, poprzez pogodę, urozmaicenia, po rodzaj misji i tajne zadania. Wylosowane przez nas elementy to:
- teren typowy – 3 lasy i trzy ruiny,
- zdezelowane bunkry – dodatkowe elementy scenografii, cover na 4+,
- pole minowe – całe pole gry jest zaminowane, przy każdym ruchu każdy model w jednostce testuje zdetonowanie miny, na 6+ udaje się mu, maksymalny save 4+, pojazdy unieruchomione na 6+.
- mgła – widoczność na całym stole ograniczona do 5” (tak, tak pięciu cali),
- klasyczna naparzanka ćwiartkowa – zajmowanie ćwiartek,
- Braterstwo Broni – jeden z modeli z wrogiego HQ ma skończyć grę z kompletem ran,
- Vendetta – losowo wybrany oddział przeciwnika zniszczony do 4 tury.

Zapraszam serdecznie.

Raport bitewny – Slaw von Hase vs Hagan ver Krum.

Von Hase analizował dane zwiadu satelitarnego zmierzając w kierunku powierzchni E-215 na pokładzie transportowca ciężkiego wsparcia Thunderhawk. Zastanowiło go co może oznaczać lakoniczne stwierdzenie „ograniczona widoczność”, ale pominął ten fragment wobec dalszej części raportu, która informowała o silnym zgrupowaniu Legionu Iron Warriors. Siły Adepta Sororitas zostały już rozmieszczone w rejonie potencjalnej konfrontacji i oczekiwały na jego rozkaz do ataku.
Raport wypadł z rąk Inkwizytora a on ciężko zawisł na pasach zabezpieczających go w fotelu transportowca. Dało się też słyszeć wycie silników wstecznych i trzask czegoś łamanego. Poirytowany pomyślał o jakiejś karze dla pilota, lecz pamiętał dobrze, że ten wyciągał go z niejednej opresji i z całą pewnością nie był żółtodziobem. Sprawa nazbyt twardego lądowania wyjaśniła się wnet po otwarciu rampy wyładunkowej. Serwitor z działem plazmowym wypadł z niej i zniknął w jakiejś białej mazi. Von Hase wyciągną rękę poza obręb kadłuba i ze zdziwieniem stwierdził, że nie widzi jej końca. „A więc to jest ta ograniczona widoczność – pomyślał – widać w instrukcji bojowej nie było zwrotu przekurewsko gęsta mgła”. Po chwili von Hase z całą swoją świtą znalazł się na powierzchni E-215 zastanawiając się właściwie gdzie jest. Nagle usłyszał krzyk jednego z serwitorów balistycznych. Szybko wyciągnął pistolet plazmowy i powoli zbliżył się w kierunku jęczącego sługi. Okazało się jednak, że ten potknął się na wystających korzeniach drzewa i wpadł w kłujące krzaki. „Acha – stwierdził von Hase – a zatem jesteśmy w lesie” po czym dodał – „ciekawe czy czekają na nas jeszcze jakieś niespodzianki”. Nie wiedział, że nie powinien był zapeszać.
W jego komunikatorze rozległ się głos Marii des Valles – „Panie jesteśmy gotowi, mimo panujących warunków”. „Zna Pani raport – powiedział ściszonym głosem von Hase, zastanawiając się gdzie właściwie są jego podkomendni, których mógł tylko słyszeć – atakować!”.
Po chwili usłyszał znany mu dźwięk silnika Egzekutora Świętego Gniewu Imperatora – Egzorcysty. W następnej chwili usłyszeli wybuch i silnik zgasł. Do Inkwizytora dotarł komunikat, po którym nerwowo zaczął patrzeć pod nogi – „Matko przełożona, melduję, że pojazd został unieruchomiony na minie. Inne oddziały również meldują, że pole pokryte jest minami. Prawdopodobnie całe pole bitwy….”.


Wstęp

Muszę z czystym sumieniem stwierdzić, że ucałowałem Verbalińskiego w czółko po tej bitwie. Byłem nią urzeczony, wspomnieniem o niej się rozkoszuję i w ogóle ilekroć sobie o niej przypomnę to na moją facjendę powraca szeroki bananowy uśmiech.
Wszystko zaczęło się od losowania na misjomacie Ibsena. Teren typowy – spoko. Urozmaicenia – jedno, stare pola siłowe – spoko, drugie - zdezelowane bunkry – może być, trzecie – pole minowe na całych stole - Hehehe. Trzeba było widzieć nasze miny jak popatrzyliśmy na swoje pojazdy. Ja miałem trzy (dwóch Egzorcystów i jedno Rhino), Sławek dwa (Land Raider i Predator). Ale na tym nie koniec tabelka pogody i rzut – nr 4. Mgła – HEHEHE!!! W tym momencie wiedzieliśmy już, że to nie będzie normalna gra. Przy widoczności na 5” nie ma możliwości, żeby cokolwiek było normalne. To chyba był decydujący rzut, bo właściwie nastroiliśmy się na jajcarskie granie, a nie na pojedynek kto lepszy – von Hase czy imć Krum. Wylosowanie scenariusza nr 6 uznaliśmy za bardzo śmieszne, ponieważ słowo „klasyczna” nijak nie mogło pasować do tego co nas czekało. I tym sposobem rozpoczęliśmy wystawianie jednostek.
A po wystawieniu wyglądało to tak.

Jak widać nie specjalnie się przejmowaliśmy odległościami i kryciem za przeszkodami, bo też nie było możliwości, żeby po wystawieniu od siebie o 18” istniała możliwość, że ktoś do kogoś strzeli.
Jako sekretne cele wylosowaliśmy, Ja – Braterstwo Broni, czyli że Demoniczny Książę miał skończyć bitwę z kompletem ran :/. Sławek – Vendetta na oddziale sióstr w Rhino, czyli miał zniszczyć go do 4 tury. No i mogliśmy zaczynać.

Tura I.

Mój pierwszy ruch. Postanowiłem trochę cofnąć centralnego Egzorcystę, tak aby nie zaliczył szarży z oddziału przewożonego przez Land Raidera. W końcu był tam servo arm a z nimi mam złe doświadczenia. A więc spokojnie rzucam kostką testu na pole minowe i co widzę – tak, tak szósteczka. Egzorcysta unieruchomiony. Z ciężki sercem podniosłem kosteczkę drugą dla drugiego Egzorcysty – tym razem spokojnie, mogłem przesunąć go trochę w lewo, tak aby mógł ostrzelać środek stołu. Moje pozostałe ruchy to wysłanie oddziału Serafinek na prawe skrzydło i oddziału gwardzistów w kierunku centrum. Na szczęście dla mnie miny już nie wybuchały.

Sławek ruszył do przodu wszystkim co miał. Pojazdy wybuchać nie chciały, ale za to Książe – Specjalista Oblężniczy – rzekł, że jemu miny nie straszne i on ostrożnie chodzić nie musi. No i wszedł na minę i urwało mu nogę. No i tyle z mojego sekretnego celu. Do ścisłego centrum w kierunku unieruchomionego Egzorcysty podjechały Predator, motory (w liczbie dwóch, jeden zginął na minie), Land Raider, który wyładował 10-osobowy oddział i kuśtykający Książę. Ostrzał unieruchomionego Egzorcysty przez wyładowany oddział nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Książe dzięki umiejętności bycia bestią nie będąc bestią mógł go zaszarżować, a trafiając automatycznie uzyskał fantastyczne 4 trafienia penetrujące i po Egzorcyście pozostał jedynie krater.


Tura II.

Von Hase słysząc w pobliżu odgłosy walki, ostrzału i łoskot wybuchu Egzorcysty spojrzał złowrogo na swoich serwitorów balistycznych. „Koordynaty ostrzału, szybko” – rzucił. Zdziwił się nieco, kiedy jeden z nich pokazał w lewo a drugi w prawo. Nie zdziwił się natomiast kiedy obaj popatrzyli na siebie i szybko schowali ręce. Von Hase westchnął ciężko rozmyślając nad tym co zrobi z nimi kiedy już dotrą na Krążownik a tymczasem ściszonym głosem wydał rozkaz swojej świcie – 10 metrów w tył. W tej całej nerwówce ukoił go dźwięk organów drugiego Egzorcysty, który pięknie zagrał tylko po to, żeby następnie usłyszeć dość charakterystyczny odgłos wybuchu zrywającego gąsienicę wrogiej maszyny. Przez chwilę z mgły wyłoniła się postać Marii des Valles a później Marii des Valles usiłującej walczyć z Demonicznym Księciem. Inkwizytor stwierdził, że Książę jest zdecydowanie zbyt szybki. Niestety nie pomyślała tak Matka Przełożona i chciała dokonać przegrupowania swojego oddziału tylko po to, aby lec pod dziwnie czarnym ostrzem. Szczęśliwie Inkwizytora znowu otuliła mgła.

W drugiej turze ruchy zacząłem od wycofania dwóch oddziałów tj. Inkwizytora z obstawą i oddziału sióstr w Rhino. Zbyt blisko im było do 10 – osobowego oddziału Wojowników i rozochoconego Księcia. Do przodu ruszył ocalały Egzorcysta zatrzymując się 5” od Land Raider`a. Do przodu przesunął się również oddział gwardzistów z dwoma karabinami plazmowymi. Serafinki i Matki Przełożone oczekiwały na rozwój wydarzeń. Ostrzał rozpoczął Egzorcysta, który uzyskał jedno trafienie penetrujące i unieruchomił Land Raider`a. Oł Yeah ! Ale bohaterami tej tury ostrzału zostali gwardziści. Ściskając w rękach coraz to bardziej gorące karabiny, walili z nich jak oszalali do motocyklistów tylko po to, żeby ustrzelić tamtych i samemu polec. Z całą pewnością dostaną pośmiertne odznaczenia.

Sławek zaczął swoje ruchy od przemieszczenia Księciunia w kierunku moich Serafinek po lewej stronie stołu. Jak przystało na dość wysokiego kolesia mgła właściwie uniemożliwiała mu dostrzeżenie tego po czym chodzi. Tym sposobem wszedł na drugą minę i urwał sobie drugą nogę. W kierunku centrum przesunął się także Predator oraz oddział 6 spieszonych wojowników, w tym jeden z fistem (oddział ustawił się za predatorem). Trójka Obliteratorów przesuwała się powoli w kierunku neutralnej ćwiartki po mojej lewej stronie. W fazie strzeleckiej Serafinki po prawej stronie (schowane za ruinami) jakoś zapomniały treści modlitwy do ducha męczenników i lekko nietrafiony strzał z Bazylego przepołowił oddział, uśmiercając trzy z nich. Szarża Księcia na Serafinki i Canoneskę (te kompletne po lewej stronie) zakończyła się śmiercią dwóch z nich, niestety nie udało się im zdać testu Ld a Sławek na sweeping advance wyrzucił szóstkę, więc nie miałem po co rzucać. Trzy punkty wiary wróciły do puli. Szczęśliwie klasę pokazał czempion z servoarm`em, który zaatakował Egzorcystę. Widać tak się mu ten pojazd spodobał, że nawet nie zarysował mu lakieru i z czterech ataków trafiających na 4+, nie trafił żaden.


Tura III.

Ryk silnika Rhino, odgłosy stukotu ceramicznych pancerzy na rampie wyładunkowej, komenda „FIRE!!!”, potem długie „Dakka, Dakka, Dakka … a na końcu ARRRRGGGHHH i ŁŁZZZIIIIUUUT uspokoiły von Hase`a, bo o to zrozumiał, że Książe trafił tam gdzie jego miejsce, czyli do Warpu. Dalsze ukojenie przyniosła całkiem ładna muzyka organ Egzorcysty, trwająca wystarczająco długo, aby zagłuszyć krzyki umierających zdrajców pobliskiego oddziału. Inkwizytor niemalże się uśmiechnął, kiedy Hroswitha z Gandersheim doniosła „Panie, wrogi pojazd unieszkodliwiony” , ale zaraz potem usłyszał „Uwaga po prawej …. Pssyyyykk!!!” Von Hase miał dość bezczynności. Spojrzał na swoich podkomendnych, którzy jak dotąd byli całkowicie bezużyteczni. „Wy dwaj – wskazał na serwitorów balistycznych – do przodu, byle ostrożnie, a potem przesłać koordynaty ostrzału”. Serwitorzy wiedzieli, że lepiej im zginąć na minie, z rąk zdrajców czy w jakikolwiek inny sposób byle nie wracać na Krążownik z niezadowolonym przełożonym. Dlatego też powoli i ostrożnie ruszyli do przodu. Jednakże jak tylko zniknęli we mgle dało się słyszeć dwa krótkie „Dup…, Dup…” a po chwili znany już odgłos jęczenia w kolczastych krzakach. „Nic to – pomyślał von Hase – trzeba wymyślić coś innego”.

Ruchy rozpoczęły się ostrożnym wycofaniem zaatakowanego Egzorcysty na 5” od wrogiego oddziału, tak żeby pozwolić sobie na jego ostrzał. Zawył też silnik Rhino, który przetransportował i wyładował oddział 10 sióstr w pobliże Księcia. Ocalałe Serafinki przeleciały z gracją nad ruinami i wylądowały w odległości 3” od Predatora. O dziwo nikt nie zginął od wybuchu miny. Ostrzał rozpoczął Egzorcysta zmniejszając liczebność oddziału, który dopiero co chciał zarysować jego lakier, o czterech członków. Siostry nie dały szans Księciuniowi dziurawiąc jego pancerz aż czterokrotnie. W końcu to sam Imperator prowadził pociski boltowe o co wyprosiły wznosząc do Niego stosowne modły. Natomiast ostrzał z tajnej broni Ordo Hereticus, czyli pistoletów termicznych, zrobił niespecjalne wrażenie na Predatorze. Trzeba było więc wziąć sprawy w swoje ręce i Serafinki z Canoneską rozkroiły bestię, patrosząc ją niebywale skutecznie.

Sławek bardzo chciał się zemścić na Egzorcyście, którego pancerz niejako upokorzył dzielnego dzierżyciela servo arm`a. Ruszył więc oddziałem w jego kierunku detonując po drodze dwie miny. Jak się jednak okazało, pancerze Żelaznych Wojowników już nie takie miny detonowały i panowie ustali. Za to jeden z Obliteratorów, który miał szczęście wejść na minę, stwierdził, że co tam – jemu miny nie straszne – i urwało mu jedno ramię. Oddział wojowników schowany za wrakiem Predatora zbliżył się do Serafinek tracąc jednego ze swoich członków, po tym, jak ten próbował odczepić minę, która przywarła do jego ceramicznego buciora. Następnie oddział ten rozpoczął ostrzał Serafinek. Jak się okazało nie zauważyłem w tym oddziale pistoletu plazmowego i Serafinki zmniejszyły swoją liczebność do sztuki jednej w osobie Weteranki oraz towarzyszącej jej Canoneski. W międzyczasie załoga Bazylego poruszona odesłaniem do Warpu Księcia postanowiła ukoić swój gniew i dość celnym pociskiem uśmierciła cztery siostry z oddziału odpowiedzialnego za zejście dowódcy IW. Tura walki przyniosła spodziewaną szarżę Wojowników na Egzorcystę i tym razem czempion trafił dwukrotnie. Niestety, źle obliczył twardość pancerza i na penetracji dwukrotnie zabrakło jednego oczka do uzyskania jakiegokolwiek efektu. Serafinki wzmocnione modlitwami przyjęły dzielnie szarżę już tylko pięciosobowego oddziału wojowników, po czym nie tracąc żadnej rany uśmierciły dwóch z nich. Wielki znak ośmioramiennej gwiazdy na chwilę rozświetlił pancerz dowódcy oddziału, który już miał dać znak do odwrotu, ale uznał, że jeszcze raz spróbuje powalczyć.



Strona << | 1 | 2 | >>

Komentarze

Verbal
16-01-2007 - 09:01

Tak to była dobra bitwa ... chciałbym tylko donieść, że ten śmieciuch z serwo armem został już dawno złożony w ofierze mrocznym bogom ... miernoty tolerować nie będziem ... powiedziałem HOWGH Hagan Ver Krum :)

P.S. Czy ja już mówiłem, że okrutnie chce mi się grać??

ES
16-01-2007 - 09:29
Zaskakująca wrzutka, a przy tym świetny raport, Sławku! Uśmiałem się serdecznie, tak z Twoich opisów, jak i wspomnień tego dnia, zwłaszcza że równolegle do tej bitwy mój Legion Alfa zmagał się w boju z Krfawymi Jamiołami Morkaia... Teleport numer 5 rządził :)

Stanowczo przyłączam się do postulatu zamieszczenia Ibsenowego "Poradnika Intergalaktycznego Zbója" na stronie.
ibsen
16-01-2007 - 10:35

Zaiste... bitwa była zabawna niebywale, nawet z perspektywy oversera :-) No i jak najbardziej przemysliwuję wrzucenie tutaj "Poradnika" ver. 1.02

Morkai
16-01-2007 - 14:39

Brawo. Swietna relacja :) Faktycznie rechotu przy stole gdzie grali Verb i Slaw było mnóstwo :D

Inkq
16-01-2007 - 16:33

Kawał dobrej pracy (raport) oraz pewnie dobrej gry. Ino tak dalej.

Ardis_deLeveren
16-01-2007 - 21:04

Fajniutki raport; sympatycznie się czytało (zwłaszcza fragmenty fabularne - Von Hase jak zawsze genialny ;]), i nie przynudziło. ;] I wreszcie widzę czytelne mapki... Jakoś do tej pory, w żadnym amatorskim raporcie nie mogłem się połapać w mapkach; pierwszy raz komuś się udało. Gratulacje. ;]

Slaw
16-01-2007 - 21:40
Serdeczne dzięki Wam wszystkim za miłe słowa. Raport pisało się łatwo, bo bitwa sama ułożyla historię. Ataki serwo arm'a czy Inki stojący całą bitwę w lesie to już niemalże klasyka. A co mapek to bałem się, że będą raczej mało czytelne. Tym bardziej cieszę się, że się udało.

Pozdrawiam
Sławek