Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 2 gości i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
piątek, 26 stycznia 2007 - 11:01

Strona gotowa do druku
WH40k

Sub Rosa: Witaj Tomku! Zacznijmy może od szczypty historii. Polska wersja kodeksu Eldarów to nie pierwsze Twoje dzieło w charakterze tłumacza. Czy możesz nam powiedzieć, kiedy i jak się to wszystko zaczęło? Jak się zostaje tłumaczem podręczników do Warhammera 40000?

Tomkow: Był taki czas, że mogłem wszystko opowiedzieć ze szczegółami, teraz mam już z tym problemy. Niech pomyślę... Zaczęło się jeszcze w Wydawnictwie Portal. Mieliśmy tam dział gier bitewnych i bardzo dobrze układającą się współpracę z Games Workshop. Wtedy to podjęliśmy pierwszą próbę. Przygotowaliśmy próbki, wysłaliśmy, ale pomimo dość entuzjastycznego przyjęcia wszystko się jakoś rozmyło. Po odejściu z Portalu utrzymałem kontakt z Games Workshop. Od czasu do czasu pomagałem im w różnych przedsięwzięciach, aż w końcu na powtarzające się pytanie o polską edycję 40k dostałem odpowiedź, żebym znów podesłał próbki. Przetłumaczyłem kilka stron z III edycji, wysłałem i spodobało się. Przetłumaczyłem więc prawie całe zasady do III edycji i wtedy się okazało, że w drodze jest już "czwórka" i nie ma sensu wydawać "trójki". W sprawie IV edycji nie musiałem się już przypominać i teksty do tłumaczenia dostałem wraz z tłumaczami na inne języki. Później dzięki Asmodeusowi wkręciłem się w tłumaczenie Dawn of War. Miałem pełnić rolę konsultanta, ale tak się jakoś złożyło, że brałem także udział w tłumaczeniu tekstów do gry (od tego czasu brałem udział w lokalizacji 11 gier, 3 dodatków, 4 kodeksów Wh40k, zasad 40k... i dużo wskazuje na to, że mógłbym z tego żyć, heh.) Później przyszedł czas na polskie dodatki, ale początkowo miało się to odbyć bez mojego udziału. Wydawca szukał osoby z Warszawy, a ja miałem pełnić jedynie rolę konsultanta. Kiedy premiera polskiego kodeksu coraz bardziej odsuwała się w czasie, spróbowałem ponownie i w końcu dostałem szansę. Ale jak się wkrótce okazało, to jeszcze nic nie znaczyło. Tyranidów dostała znowu osoba z Warszawy. Sytuacja powtarzała się, ale w międzyczasie na horyzoncie pojawili się Czarni Templariusze. Tym razem to ja od początku przystąpiłem do pracy. Pracowało się już znacznie łatwiej niż przy Kosmicznych Marines, więc szybko kodeks był gotowy. Niestety z różnych względów nie został wydrukowany, a szkoda, bo był bardzo klimatyczny... Tyranidzi nie byli jeszcze skończeni, a tu przyszedł czas na Tau. I wtedy właśnie zostałem już szefem linii dodatków do Wh40k. Od tego czasu zajmuję się całym procesem lokalizacyjnym, aż do momentu wysłania złożonej książki do drukarni. Uff... żebyśmy nie zanudzili czytelników już po pierwszych pytaniach...

SR: Bez obaw :) Wiem, że miałeś również styczność z tłumaczeniem gier komputerowych, z bardzo chwalonym "Dawn of War" na czele. Czy praca nad tłumaczeniem tych gier przebiega w podobny sposób jak w przypadku podręczników GW, czy też jest to zupełnie inny świat?

T: To zupełnie inny świat. Tematyka gier komputerowych jest bardzo różnorodna i nie dość, że różnią się o­ne zakresem słownictwa, to i bardzo często charakterem. Inaczej będziesz tłumaczył teksty z "Grand Theft Auto: San Andreas", inaczej z "Sam & Max", inaczej erpegów czy strzelanek albo gier MMO. Dodatkowo dochodzi tu sporo kwestii technicznych, bo zazwyczaj lokalizujesz grę, której jeszcze nie widziałeś na oczy. Trzeba więc uważać, żeby teksty nie były za długie, trzeba się domyślać jakiej sytuacji dotyczą dialogi, czy mamy do czynienia z postaciami żeńskimi czy męskimi (czasami trzeba tak kombinować, żeby pasowało zarówno do postaci żeńskiej, jak i męskiej).

To także zupełnie inne podejście wydawcy. Przy grach komputerowych dostajesz teksty, termin ich oddania, później teksty odsyłasz i wystawiasz fakturę. Przy kodeksach Wh40k wydawca się bardzo angażuje. Toczymy długie dyskusje czy zdanie ma brzmieć tak czy inaczej. W grach komputerowych nie ma czegoś takiego, zawsze przecież można wydać patcha... Ostatnio zajmujemy się pierwszą w Polsce lokalizacją gry MMO. To znów zupełnie inna historia i trzeba opracowywać nowy styl pracy. Należy też pamiętać, że przy takiej dużej liczbie tytułów gier komputerowych jedne są ważniejsze, drugie mniej, co ma rzecz jasna wpływ na nakłady na tłumaczenie.

Trzeba powiedzieć o jeszcze jednej różnicy. Po przetłumaczeniu gry komputerowej przychodzi czas na tzw. testy. Czyli po prostu grasz w polską wersję i patrzysz czy wszystko jest ok. Grasz i dostajesz za to pieniądze, he he. Ale to tylko tak fajnie wygląda dla kogoś stojącego z boku. W rzeczywistości to monotonne zajęcie, bo często musisz po kilka razy przechodzić daną misję czy fragment gry.

SR: Czy tłumaczenia gier i książek wydawanych przez GW są w Polsce jakoś skoordynowane pod względem terminologii? W szczególności chodzi mi o zapewnienie jednolitości nazewnictwa pomiędzy podręcznikami do 40k a książkami wydawanymi przez Black Library.

T: W chwili obecnej nie ma poważniejszych uzgodnień w tym temacie. Współpraca jest okazjonalna. Ale ten problem nie jest taki prosty do rozwiązania, jakby się mogło wydawać. Za linie wydawnicze odpowiedzialne są inne firmy, nawet współpracujące z zupełnie innymi działami Games Workshop. Każda ma jakąś swoją wizję i trudno wymagać od tłumaczy książek, żeby stosowali nasze nazwy, kiedy nie są do nich przekonani. Podobnie jest w drugą stronę. Pamiętam, że kiedyś koledzy zaproponowali jakąś kosmiczną nazwę na drednota. Nie było żadnej możliwości, żebym ja ją zastosował w kodeksie.

Kolejną rzeczą jest kwestia "stosowalności" publikowanych nazw. My wydajemy zasady gry, czyli coś co zawiera nazwy, które są powtarzane i stosowane bez przerwy przez graczy. Jeżeli powinie nam się noga, to odbiorca nie potraktuje tego jako zabawną ciekawostkę, występującą na jednej stronie trzystustronicowej książki. To olbrzymia odpowiedzialność i trudno mi zaakceptować sytuację, w której ja na ślepo zgodzę się z nazwami zaprezentowanymi "z zewnątrz". Ja mam swoją wizję, często kształtowaną dopiero przy tłumaczeniu danego kodeksu. Tę wizję muszę później zweryfikować z opiniami graczy, czy choćby kilku znajomych, którzy mają coś konkretnego do powiedzenia na dany temat. Jeśli GW "zaliczy" wpadkę w kodeksie, to oburzeni gracze nie zostawią na nim suchej nitki. Jeśli podobną wpadkę zaliczy Black Library, to raz, że dotrze to do znacznie mniejszej liczby fanów, dwa, że najczęściej wywoła kpinę lub zabawne komentarze.

To z czego jestem zadowolony, to bliska współpraca z tłumaczami gier komputerowych. Po drobnych wpadkach przy Dawn of War, już w Winter Assault i Dark Crusade miałem decydujące zdanie. Oczywiście bez konsultacji i rozmów się nie obyło, ale uważam, że końcową decyzję musi podejmować jedna osoba. I to na niej spoczywa odpowiedzialność.

SR: Kiedyś w rozmowie via gg wspomniałeś, że poszukujesz dobrego słownika terminologii wojskowej. Na ile słownictwo z dzisiejszych, rzeczywistych pól bitewnych jest przydatne przy tłumaczeniu podręczników opisujących świat boltera i piłomiecza?

T: Podałeś przykłady z Kosmicznych Marines. Kodeks Tau to dopiero ciekawa sprawa. Tam to bardzo fajnie widać. W opisy wymyślonych broni wplecione są opisy rzeczywistych zjawisk fizycznych czy urządzeń znanych naszej nauce. Weźmy taki akcelerator z falą stojącą w dziale magnetycznym. Nawisem mówiąc, ja jako dyplomowany inżynier miałem wielką frajdę tłumacząc ten kodeks. Ale wracając do tematu. Słownik kupiłem i zawsze mam go pod ręką, stoi przy monitorze obok słowników synonimów, wyrazów obcych i języka polskiego. I piętno tego mojego "pseudonaukowo-militarystycznego" podejścia można zobaczyć już w kodeksie Marines. Pamiętam rozmowę z kolegą, który w dziedzinie tłumaczeń gier jest dla mnie absolutnym autorytetem, dotyczącą "Thunderhammera" i "Storm Shield". Jego uwaga, że "młot energetyczny" i "tarcza energetyczna" tracą swój oryginalny klimat była całkiem słuszna, ale ja konsekwentnie trzymałem się ustaleń, że nie klimat jest najważniejszy, ale brzmienie i, jakby to ładnie nazwać, łatwość rozumienia nazwy. Nazwy klimatyczne często brzmią po polsku śmiesznie lub zbyt kolokwialnie. Popatrz na takiego "Apothecary'ego" albo "Librariana". Aptekarz i Bibliotekarz przeciwko Konsyliarzowi i Kronikarzowi. Obie wersje będą miały swoich zwolenników i przeciwników. My staramy się trzymać jednej zasady, przyjętej na samym początku pracy. Nie jest to łatwe i często trzeba zostawić nazwę, która będzie brzmiała zbyt dosłownie.

SR: Przekład którego z podręczników do czterdziestki (biorąc pod uwagę także te dotąd nie wydane - są takie, prawda?) był zadaniem najtrudniejszym i dlaczego?

T: Zacznę od środka. Do tej pory przetłumaczone zostało pięć kodeksów, ale do chwili obecnej pokazały się trzy: Kosmiczni Marines, Tau i Eldarzy - to moje dzieci, do Marines najpierw podchodziła inna osoba, ja później wystartowałem od początku. Tyranidzi są w fazie redakcyjnej - tu moja rola sprowadza się do prac "wydawniczych". Piątym kodeksem są, jak się łatwo domyślić, Czarni Templariusze. I niestety przyszłość dla nich nie jest zbyt różowa, żeby nie powiedzieć... czarna. A szkoda, bo to chyba najbardziej "klimatyczny" kodeks i tłumaczenie go sprawiło mi dużo frajdy.

Jeśli chodzi natomiast o kodeks, który sprawił nam najwięcej trudu, to bez zastanowienia powiem, że pierwszy - Kosmiczni Marines. Składa się na to wiele względów, m.in.: poznawanie oczekiwań wydawcy i odbiorców, ustalenie zasad tworzenia nazewnictwa, dobór ekipy tłumaczącej, kształtowanie procesu redakcyjnego. Krótko mówiąc musieliśmy sobie wszystko poukładać i poznać się.

Patrząc przyszłościowo dodam, że z niecierpliwością oczekuję kodeksu Orków. To będzie dopiero wyzwanie lingwistyczne.



Strona << | 1 | 2 | 3 | >>

Komentarze

brother_bethor
26-01-2007 - 11:37
Oj tak, Brat Bethor nie daje spokoju. :D Tomku, powinieneś się cieszyć, że nie zostałeś zaciągnięty w najbardziej ponury i odosobniony zakątek lochów Wieży Aniołów, gdzie stałbym nad Tobą 24 godziny na dobę z naładowanym pistoletem plazmowym. :D

Dzięki serdeczne za świetny wywiad.
ibsen
26-01-2007 - 11:44

Po mojemu kawał dobrego wywiadu. Gratki. Praca Tomkowa nad tłumaczeniami, jest dla mnie, przedstawiciela tzw.: Starej Gwardii, bardzo ważna z punktu widzenia nowicjuszy i dzieciaków, które chciały by zacząć grać... Ja i tak do końca życia grając w 40k będę posługiwał się jakąś dziwną mieszanką polsko-angielską, takie przyzwyczajenie z czasów gdy o tłumaczeniu podręczników nikt w tym kraju poważnie nie myślał.

No i jeszcze sprawa, której tutaj żaden z panów nie poruszył. Z tłumaczeniami jest jak z kobietami: piękne nie są wierne, wierne nie są piękne. W jaki sposób podejść więc do podręcznika w którym fluff powinien być "piękny" a część zasadowa "wierna" gdy w obu częściach przewijają się te same zwroty, słowa itp...? Chylę kapelusza przed umiejętnościami i życzę żeby efekt zawsze był piękny i wierny (jak nasze żony :-) ).

Morkai
26-01-2007 - 11:58

Naprawdę bardzo profesjonalny wywiad. Bardzo mi sie podoba. Tomkow wskazał na kilka elementów, z których sporo osób nie zdaje sobie sprawy. Tak, tłumaczenie to kawał cięzkiej roboty - ito nie tylko od strony merytorycznej, POzostaja własnie kwestie wiernoci, klimatycznoci, znajomoci realiów. Ciekaw jestem ile razy mysląc nad jakims zwrotem, musiał Tomkow slęczeć nad kontekstem. Takie cos wymaga naprawde samodyscypliny i stalowych nerwów :)

Gratz dla ESa za kawał dobrej roboty!!

Verbal
26-01-2007 - 12:05

Przyznam szczerze, że zawsze zaliczałem się do grona przeciwników kodeksowych tłumaczeń. Wersja angielska wydawała mi się odkąd pamiętam bardziej tajemnicza, wiarygodna ... chyba po prostu lepiej brzmiąca. Pamiętam jak podpisałem się pod krytycznymi uwagami ESa, jakie zamieścił na łamach serwisu Cytadela, które dotyczyły podręcznika IV ed. zasad. Pamiętam też jak uznałem kodex SM za dużo lepszą pracę, pracę do której właściwie nie można mieć zarzutów. Teraz czytając fragmenty kodeksu Eldarów nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć: "kawał cholernie dobrej roboty Panie Tomkow" :). Nawet taki konserwatysta kodeksowy jak ja chyli czoła przed Twoją i Twojego zespołu pracą, i choć zapewne do końca świata będę kupował podręczniki w wersji oryginalnej, to z radością będę patrzył na ich polskie odpowiedniki, które z całą pewnością spełnią swoją rolę w rękach gracza, któremu język angielski jest obcy.

Pozdrawiam i dziękuję za wywiad. Esowi zaś dziękuję za jego przeprowadzenie. Good job mate ;)

V.

Slaw
27-01-2007 - 21:15
Witam

Miło dowiedzieć się, że praca nad tłumaczeniem kodeksu (albo raczej codex'u?) to spore przedsięwzięcie. Do tej pory wyobrażałem to sobie jako na wpół hobbystyczne ślęczenie do późna za biureczkiem (oczywiście po powrocie z "właściwej" pracy), z kilkoma słownika i co najwyżej konsultowanie pewnych rzeczy ze znajomymi. A po lekturze wywiadu dochodzę do wniosku, że to całkiem poważna rzecz.

Generalnie mój problem z tłumaczeniami sprowadza się do jednej rzeczy. Angielski dosyć dobrze "kryje" infantylność języka, którym budowana jest gra. Część nazw własnych - po próbach tłumaczenia na polski - zamiast przerażać, śmieszy. Czytane po angielsku nie brzmią aż tak źle. Myślę, że dla tłumacza to kawał nieprzyjemnej pracy. Z drugiej strony ponieważ angielski nie jest dla mnie barierą, stąd zapewne pozostanę wierny orginalnym tekstom.

Co do Orków to polecam lekturę tekstów Masłowskiej. Orkowie mają w sobie jakąś dziwną mieszaninę slangu Haiti - Hip-Hop - Skate'owskiego. O ile u Masłowskiej o Haiti niewiele to już z dwóch pozostałych języków czerpie całkiem sporo.

Piotrze, Tomku - dzięki za ciekawą lekturę.

Pozdrawiam
Sławek
Verbal
29-01-2007 - 09:34

Heh jak Orki będą zrobione tak jak w DoW to ja nie mam pytań. Ileż ja razy specjalnie robiłem misje w których oni się pojawiali, byle tylko poczytać ich teksty ... coś pięknego :D

brother_bethor
29-01-2007 - 11:49

Taaak, pancerfury i rzeziblachy "żondzom"! :D

madprofesa
29-01-2007 - 13:11

Ten wywiad to strzał w dziesiątkę ESie, eeech...fajnie by było być tłumaczem.

A co do orczego języka proponuję wycieczkę do gimnazjum tudzież zespołu szkół ponadgimnazjalnych.

ES
29-01-2007 - 13:18

Wobec powtarzających się pochwał i gratulacji pod moim adresem (za które serdecznie dziękuję) chciałbym podkreślić, że ja tylko zadawałem pytania. Mięchem wywiadu są odpowiedzi Tomkowa i to jemu należą się oklaski :)

wiktor
20-02-2007 - 20:13

Czesc czy to znaczy ze Black templars niebeda wydani???

slyszalem ze faber & faber juz maja niedlugo wydac ten kodeks tak jak maja wydac kodeks Dark Angels jak jest naprawde prosze o odpowiedz gdy napisalem mejla do nich to odpisano mi ze tyranidzi pod koniec marca Darka angels jakos przelom lutego marca a Templariusze kwiecien maj??????

Tomkow
21-02-2007 - 21:59

W chwili obecnej nie ma w planach wydania kodeksu Czarnych Templariuszy. To oficjalna informacja.

wiktor
22-02-2007 - 18:51

tak wiem napisalem mejla do fabera i odpisali mi ze jak wydadza DA i tyranidow to sie zastanowia czy wydac BT bo malo sprzedaja sie figurki tego zakonu zdziwilo mnie to bo preciez wydali kodekst tau najmniej grywalnej rasy WH4 I ??

I jeszce jedno mie zdziwilo z e oni napisali miz e niewydadza bo sie BT slabo sprzedaja figurki tylko ze przeciez tych figurej narazie jest malo zeby kupic predatora i tak trzeba kupic go jak SM i sobie pomalowac na BT zreszta napisalem im ze jak by pojawili sie na jakims wiekszym konwecie to zobaczyli ze naprawde sporo ludzi gra figurkami pomalowanymi na barwy BT i wedlug zasad ich starego kodeksu ale coz pozostaje mniec nadzieje ze jedan wydadza ten kodeks w wersji pl moze w miejszym nakladzie moze drozszy niz inne ale wydadza powieccie jak myslicie??