Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
środa, 27 czerwca 2007 - 10:23

Strona gotowa do druku
Rykowisko
Pamiętam doskonale czasy kiedy miałem 7 lat i z wielkim tornistrem zapieprzałem do szkoły podstawowej nr 8 imienia Bolesława Bieruta, ciągnąc za sobą po ziemi worek z papciami…. W nylonowym mundurku barwy granatowej, z tarczą przypiętą do ramienia, żeby na matematyce dodawać w słupkach jabłuszka a na plastyce przy użyciu przeterminowanych farb plakatowych malować górników przy pracy… Wtedy marzyłem o tym żeby wreszcie być dorosłym, żeby stała się przyszłość, która jawiła mi się jako cudowna kraina wolności, nieograniczonej rodzicielską władzą. Przyszłość, w której byłem duży i dorosły i miałem swoje pieniądze i mogłem jeść lody do zarzygania i wpieprzać ciastka i zapijać to wszystko coca-colą. Tym była dla mnie wtedy przyszłość. I stała się przyszłość, przedzierzgnęła się w teraźniejszość a potem w wyblakłą przeszłość. Ani lodów, ani ciastek ani coca-coli… Teraz, bogatszy o ćwierćwiecze doświadczeń i cięższy o 70 kilogramów zmarnowanych okazji, wyrzutów sumienia, nieprzespanych nocy, kaców, złamanych serc i niedotrzymanych obietnic, siedzę i zastanawiam się nad przyszłością.
Wiecie co to jest przyszłość?
To dziwna kraina w której jest się starym i grubym frajerem, który przerżnął życie podczas jednej ustawionej i oszukanej partii pokera z własnymi marzeniami. Przyszłość to smutny czas w którym dowiemy się że mamy raka płuc, prostaty albo tchawicy, że mamy alzheimera, stwardnienie rozsiane, złamany w wypadku samochodowym kręgosłup i smętnie wiszącą, do niczego nie przydatną fujarę… Przyszłość będzie wtedy, kiedy nasze dzieci, obecnie małe radosne szkraby buszujące po dywanie, będą się narkotyzować, upijać, usuwać niechciane ciąże i rozwodzić, będą nam pyskować i mieć pretensje, będą się nas wstydzić i wreszcie zostawią nas w jakimś śmierdzącym pastą do podłóg szpitalu… Przyszłość nieoczekiwanie da nam w łeb śmiercią bliskich i zdradą ukochanych. W przyszłości brzuchy wyleją się nam ze spodni, siwe włosy zaczną porastać uszy i już żadna dziewczyna nie spojrzy na nas z pożądaniem. W przyszłości dotkniemy absolutu samotności. Przyszłość to koncentrat rozczarowania wyciśnięty z naszego strachu przed życiem.
Przyszłość to szary poranek, popijanie kawy przed udaniem się do pracy i nagłe olśnienie: już niczego nie stworzę, nie odcisnę swego piętna na piaskach czasu, nie odkryję szczepionki na coś tam, nie napiszę „Pana Tadeusza” nie skomponuję koncertu E-mol na obój i okarynę. Miałem swoją szansę i ją zaprzepaściłem, zmarnowałem, roztrwoniłem. Dostałem od losu 10 srebrników, jak wszyscy i nie dość że ich nie pomnożyłem to przepieprzyłem je haniebnie na jakąś galanterię. A teraz żyję na kredyt.

Zamknij oczy, policz do dziesięciu, otwórz je i rozejrzyj się dokoła… To właśnie jest przyszłość…. chujowa… co nie?


P.S.
Od czasu gdy dra Ibsena nawiedzają tego typu przemyślenia, przestał się skupiać na planowaniu, marzeniu i przyszłości. Dr Ibsen zaczął żyć chwilą obecną, teraźniejszą i momentem. Od razu stał się szczęśliwy. Świat wypiękniał, dziewczyny stały się miłe w dotyku i chętne do wielogodzinnych dyskusji o Jungu i Camusie, wódka potaniała, zdrowie przestało szwankować.

Czego i wam życzę.


Komentarze

Verbal
27-06-2007 - 10:44

Osz. Gdybym ja doszedł do podobnych przemyśleń, to usiadł bym w kącie i zapłakał albo od razu palnął sobie w łeb nieskutecznie pistoletem asg. Jedyne co mnie trzyma w chujozie codzienności to optymizm wynikający z nadziei, że jutro musi być lepiej. Może to naiwne i głupie ale tak właśnie jest :)

Morkai
27-06-2007 - 11:01

No musze przyznać, że "Dzień swira" przy takich wynurzeniach to lekka komedia :D Zgadzam się z Verbalem w 100%. Wyciągnąłes pewne elementy starosci - oczywiscie smutnej i przejaskrawiłes. Gwarantuje, że nie wszyscy podchodzą w ten sposób do swoich rodziców, babć czy dziadków. Los jest różny jak różne jest podejcie do samego życia. Ja w każdym razie cieszę się na przyszłsć i za ch.....a nie chciałbym wrócić do szkół...wszystkich po kolei. syf!! :D

ibsen
27-06-2007 - 11:10

Ale ale... Panowie kochani... ja nie piszę o babciach ani o starości tylko o Przyszłości... Szeroko pojętej... Jutro, za rok, za dziesięć lat... To wszystko jest Przyszłość. Nie piszę również że w szkole było lepiej. Stawiam jeno tezę że Przyszłość niekoniecznie jest różowa a dalekowzroczny optymizm bywa zgubny... i tyle. :-)

ES
27-06-2007 - 11:20

Są takie chwile... Takie myśli przy porannej kawie. Nie da się ukryć.
Ale są też inne, o zupełnie przeciwnym zabarwieniu. Że coś mi się już w życiu udało, że wciąż coś jeszcze przede mną... I póki tych drugich jest przynajmniej tyle samo co pierwszych, nie jest źle :)

Poza tym forma, brzmienie tekstu jak zwykle świetne, coraz lepsze moim zdaniem.

Morkai
27-06-2007 - 11:22

Nikt nie mówi że przyszłość jest tylko różowa. Nikt nawet tego nie zakłada. Ale również nie zakładam, że czeka mnie męczarnia przez życie, bo mi nie staje, bo na mnie laski się nie patrzą etc. Wiesz..... dalekowzroczny pesymizm bywa zgubny .. ityle :P

Verbal
27-06-2007 - 11:26

Nawet pesymizm, który prowadzi do radości :o

ibsen
27-06-2007 - 11:29

Zdecydowanie lepiej jednak, moim skromnym zdaniem, pomyśleć "będzie ciężko" i zdziwić się że jest miło niż nastawić się na sielankę i rozdupczyć psychicznie o mór niepowodzeń... "Oczekuj mniej - Ciesz się bardziej"...

Poza tym Sebastianie, nie sprowadzaj wydźwięku do lasek i erekcji, bo chcoć równie ważne są jak reszta przykładów, to napewno nie wiodące ;-)

Morkai
27-06-2007 - 11:32
....dlatego napisałem tam "etc." ;)

Ogólnie mimo wszystko wolę mysleć, że będzie dobrze.... podobnoż opytmizm czasem zaraża? :)
ibsen
27-06-2007 - 11:46

Znacie mnie nie od wczoraj panowie... Wiecie że Optymizm to moje drugie imię, idiotyczny piskliwy śmiech to trzecie imię a ogólna życiowa radość to czwarte imię... Wiecie że już parokrotnie spadałem z wyjątkowo dużej wysokości i jakoś nie jestem w stanie się złamać. Że ten kretyński, często nie na miejscu, uśmiech nie jest w stanie opuścić mojej szpetnej gęby. Ale ja już tak mam... Jak będę grubym, niekoniecznie bardzo starym, przegranym frędzlem popijającym dyktę na ławce w parku, też będę miał na pysku banana, też będę zadowolony, bo życie ciągle będzie piękne a świat nieodgadniony. Co nie zmienia faktu że nie zmienił bym w powyższym tekście ani jednego słowa. Przyszłość to wielka niewiadoma z naciskiem na chujowość, bo nie młodniejemy przecież. Trzeba robić tak żeby było miło TU i TERAZ, bo JUTRO nie istnieje, jest abstrakcyjne, możliwe że go nie dożyjemy. :-)

Elmin
27-06-2007 - 11:53

sorki Ibsen, ale moim zdaniem, powinieneś był skończyć filozofię, znaleźć kobietę która zafunduje Ci wszystko od mieszkania po ferrari, a Ty powinieneś siedzieć, malować chłopki i pisać mądre rzeczy.

Verbal
27-06-2007 - 11:56

Tak tylko, że o ile chujowość raka, przerośniętej prostaty i braku erekcji jest jakby od nas niezależna (do pewnego stopnia) tak defetyzm codziennego kaca, wielkiego bambola już nie jest tak oczywisty i jednak mamy na niego wpływ i nawet będąc zrujnowanym staruszkiem nikt nie będzie nakazywał nam wypijania litra dykty. To właśnie ta część mnie osobiście odtrąca :). Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w życiu różnie bywa i to jedna z możliwych alternatyw ale wzięcie jej pod uwagę na obecnym etapie życia jest dla mnie zwyczajnym masochizmem ... podobnie założenie, że jutro mogę wyciągnąć kopyta :)

Morkai
27-06-2007 - 12:52
No i Ibsen <U>frędzlem</U> nie będziesz! Mamy już jednego czinczowego....styknie
ES
27-06-2007 - 13:51

Ozwał się tytan myśli głębokiej... Kiedy otwiera usta, otwiera się otchłań jego mądrości... A potem kończy ziewać i z podkulonym ogonem wraca do budy, jak zwykle.

Morkai
27-06-2007 - 14:37
masz jakąs obsesję z tą budą? śnią wam się strony rodzinne? Pewnie o nich teraz marzycie w tych swoich kloakach. Tyle sie w waszym nędznym żywocie ...ZMIENIŁO
Slaw
27-06-2007 - 14:38
"Przyszłość to koncentrat rozczarowania wyciśnięty z naszego strachu przed życiem."

Dr Ibsenie - jesteście bezwględni. Ciekawy jestem jedynie czy wierzysz w to co piszesz, czy też pisanie Twoje jest obok życia. Tzn. słowa są słowami, płyną sobie, opisują ulotne przemyślenia a i tak życie pokazuje swoje. I jakiekolwiek słowa nie są w stanie obronić Cię przed niespodziankami życia ani też nie są w stanie uczynić życia piękniejszym? Czy to tak wygląda Twoje pisanie?

S.
ibsen
27-06-2007 - 14:54

Jak wygląda moje pisanie? Coś mi wpada do głowy i piszę... Czy w to wierzę? Napewno w trakcie pisania. Życie jest zbyt złożone by dało się je opisać w dwóch akapitach. Ja tylko staram się na nie patrzyć pod dziwnymi kątami albo pod światło, albo przez przydymione szkiełko... Wtedy niektóre jego aspekty są lepiej widoczne. Poza tym ciekawie jest czasem spojrzeć na świat i na siebie od przysłowiowej "dupy strony"... Można wtedy dostrzeć niespodziewane niespodzianki. :-)

Inkq
27-06-2007 - 16:00

Artykuł fajny tylko, że mnie nie dotyczy.

Powodów może jest kilka, pierwszym najbanalniejszym jest wiek, za młody jestem nie rozumiem i tkwię w przestrzeni Banacha albo nie-Banacha czyli może zupełnie nie mam kontaktu ze światem a może nawet z prawdziwym sobą.

2 powodem jest sposób dotychczasowego życia, cieszenie się z każdej dopuszczonej przyjemności, spełnionych marzenia a także z porażek i zawodów, bo one leżą w ciągu przyczynowo skutkowym kolejnych wydarzeń.

3 (chyba najważniejszym powodem) jest to, że akceptuje Matematyczny model czasu i świata oraz podoba mi się idea "ogródka Leibniza"

I to by było na tyle.

Inkq
27-06-2007 - 16:04

P.S. ale tak ten artykuł najbardziej mi przypadł do gustu ze wszystkich 5ciu ;)

ibsen
27-06-2007 - 16:16

No jasne.... jeszcze mi tu podepnijcie przestrzenie wektorowe, Voltera, Panglosa z Leibnizem i swój nieletni wiek jako tarczę Egidy chroniącą niechybnie przed głębszymi pesymistycznymi refleksjami. :-)

Jasne, do kurwy nędzy, że trzeba się cieszyć, śmiać, bawić, kożystać z dopuszczalnych i niedopuszczalnych przyjemności... Trzeba uprawiać swój radosny ogródek... Ale na Boga DZISIAJ, dzieci DZISIAJ trzeba to robić... A nie JUTRO... Ani nie w przyszlości ! Bo prędzej niż myślicie może was tramwaj przejechać, albo potrącić pijany traktorzysta... i szlag trafi 3/4 marzeń i planów ;-).

Inkq
27-06-2007 - 16:26

No to piszę że akceptuje matematyczny model świata a więc tak naprawdę to kij zależy ode mnie. ;)

Już niemówiąc o tym że teraz kiedy to piszą jest już przeszłością a teraz też jest przeszłością , no żesz nie mogę napisać teraz bo to przeszłość a więc czyżby istniała tylko przeszłość a więc niema dzisiaj...

dobra przed chwila pomyślałem że za chwilę odejdę od kompa ;)

Czyli teraz... no a ja dalej tu siedzę ;>

Ibsen jeszcze się nie przyzwyczaiłeś że żyjesz a może istniejesz (bo to bardziej matematyczny termin) w MATEMATRIXIE

Bua HAHAHAHAHAHA - Śmiech szlonego studenta matematyki

ibsen
27-06-2007 - 16:43

Wczoraj było wczoraj, teraz jest teraz a jutro będzie jutro. Za każdym razem będę siedział minimum 8 godzin tutaj gdzie siedzę, czyli w biurze. Mnie ten poziom percepcji czasoprzestrzeni zadowala. Można go jeszcze ewentualnie poszerzyć o doświadczenie z hipotetyczną szklanką zawierającą 100 mg wódki. W jednym momencie jest w szklance a 3 sekundy później w brzuszku... Też czasoprzestrzeń. Albo z jeszcze innej beczki. Oto panna X umiejscowiona w pewnym konkretnym miejscu osi współrzędnych baru "Tropical Heat", ma na sobie bolerko takie beżowe... a oto po upływie 30 minut leży w łóżku z panem Y i nie ma na sobie bolerka... Cóż za dramatyczna zmiana naszego układu... Wziąwszy że w przeszłości miała na sobie bolerko... i w przyszłości też bedzie je na sobie mieć. Więc może powtórzmy doświadczenie ze szklanką i 100 mg wódki... ;-)

Slaw
27-06-2007 - 17:10
W tekście Łukasza na pewno cenna jest ta myśl - nie odkładaj na później. Na pewno nie przeczytasz tych wszystkich książek, których przeczytanie odkładasz na emeryturę, nie odwiedzisz tych wszystkich miejsc na świecie, na których zobaczenie teraz brakuje Ci czasu. Bo żyje się teraz a nie jutro. Takie uwspółcześnione carpe diem.

Z drugiej strony moja Magda czasami mi mówi - jutro jest zawsze czyste i wolne od błędów. Dobrze jest kiedy potrafimy z optymizmem patrzeć w przyszłość. Bo to oznacza, że w teraźniejszości jesteśmy odważni. Bo nasza rezygnacja z marzeń - z niewiary w ich powodzenie - jest aktem tchórzostwa, za ktore możemy zapłacić tak jak to napisał dr Ibsen.

S.
Inkq
27-06-2007 - 18:17
Więc może powtórzmy doświadczenie ze szklanką i 100 mg wódki... ;-)

Ja tam nie mam nic przeciwko (to była myśl kilku sekundowa... może więcej, cholera nie ważne) ważne że jest, cholera była a może jest a bowiem tylko myśl to rzecz pewna no... i oczywiście szklanka wódki i teoria liczb pana Sierpińskiego!

Ej... a wiecie że to alkohol pomógł panu Kartezjuszowi w zaprojektowaniu słynnego układu współrzędnych ;-) i to serio.

Odkładanie na jutro nie sprawdza się nawet przy założeniu dożycia następnego dania oraz przy założeniu posiadania pewnego wpływu na swój "ogródek" ;-)
ibsen
27-06-2007 - 18:31

Powiem wam Panowie... że normalnie www.SubRosa sprawdza się zajebicie jako sajt filozoficzny... I wszyscy doceniają tutaj mój talent... Kocham takie rozfilozofowane kółka wzajemnej adoracji :-P ...

Teraz trzeba zrobić wszystko żeby hobbystyczny aspekt SubRosy też osiągnąl ten poziom zaraźliwosci :D

Inkq
27-06-2007 - 19:56

Mnie tam pasuje panie Ibsen dawno nie miałem takiej uczty "filozofoooologicznej" ... hym ... od czasu lekcji filozofii z Mareczkiem swoją droga masz pozdrowienia Elmin ;)

A co do hobbystycznego aspektu to tylko więcej tematów, Ibsen zmontowałeś 5 wykładów i co sie stanęło ;)

    12   >