Witaj. System subrosa rozpoznał cię jako: gość   :: wróć na stronę główną.
Online
Obecnie jest 1 gość i 0 użytkowników online.

Możesz zalogować się lub zarejestrować nowe konto.
czwartek, 28 czerwca 2007 - 11:28

Strona gotowa do druku
Pasje
Pamiętacie taki program z Pijanowskim, Zientarskim i Szewczykiem? Pewnie część z Was (ta odrobinę starsza część) będzie go pamiętała. Program ów był firmowany taką radosną przyśpiewką o trzech świnkach, patronkach sportu, muzyki oraz gier. Odkąd pamiętam, zawsze szczególnym sentymentem darzyłem tą ostatnią, a gry wszelakie miały szczególnie ważne miejsce w moim życiu, wybitnie ważne zaś te, które można było uprawiać na ekranie najpierw telewizora, a później monitora, czyli komputerowe.
Od czasów Jarmarku, PRLu, ZX Spectrum i kultowego Tir Na Nog'a minęły wieki postępu i rozwoju tego gatunku rozrywki. Gry ewoluowały razem z komputerami i w chwili obecnej do dyspozycji gracza oddaje się tony superrealistycznych produktów. Każdy zaś gatunek gier komputerowych rozwijał się pięknie ku zadowoleniu graczy, z pewnych podgatunków zaś narodziły się nowe, a nie bez znaczenia był również internetowy boom ostatnich lat. Takim młodym dość rodzajem jest szeroko pojęta gałąź zwana MMORPG, a ja osobiście miałem okazję dość dobrze zapoznać się z nią, za sprawą pewnej koreańskiej gry, znanej pod nazwą Lineage 2.


Tak to się wszystko zaczęło


Odpuszczę sobie w tym miejscu opis gry jako takiej, bo tego typu teksty można znaleźć w wielu miejscach w sieci. Nie będę też zachęcał do przygody z tą grą, bo ona sama reklamuje się dość dobrze i graczy wędrujących po serwerach oficjalnych i tych mniej oficjalnych jest wielu. Dość powiedzieć, że moja przygoda z tym produktem ciągnie się już trzeci rok (ostatnio mniej, bo zajęty jestem) i ciągle nie nasyciłem swojego pragnienia na "życie" w świecie Aden.
Zastanawiacie się pewnie, o czym zatem będę chciał napisać w tym artykuliku. Ano mam zamiar dotknąć pewnego aspektu tej gry, związanego z samym czynnikiem ludzkim, żeby nie rzec społecznym. Mam chęć na pewną małą refleksję.
Nie ma chyba takiej gry, w której gracz nie utożsamia się z odgrywaną postacią. Nie ma takiej gry, a już na pewno nie ma takiego RPGa, w którym przecież o odgrywanie postaci chodzi. L2 jest szczególnym przykładem swoistej projekcji charakteru gracza wprost w środowisko gry. Pewnie nie bez znaczenia jest fakt, że bawiąc się w tą grę spotykamy na swojej drodze dziesiątki, setki, a nierzadko tysiące innych graczy. Graczy projekcji charakteru właśnie. Siłą rzeczy w takim układzie pojawiają się emocje podobne do tych, z jakimi mamy styczność w prawdziwym życiu, siłą rzeczy pojawiają się antagonizmy i sympatie, pojawia się wspólny interes, a gracze łączą się w grupy, które przynajmniej z założenia wiąże podobny cel i spojrzenie na grę. Dla człowieka, który nigdy nie miał z tym styczności, może to zabrzmieć absurdalnie, ale tak właśnie jest. Bywa też i tak, że nagromadzone emocje, które momentami nie znajdują ujścia, prowadzą do sporych nieporozumień i konsekwencji poważnych na tyle, że ludzie, którzy spędzają ze sobą miesiące wspólnej zabawy, nagle stają się wrogami… i odnoszę wrażenie, że ta wrogość nie dotyka tylko gry. Zgroza? A jakże. Życie w krzywym zwierciadle? Tak, zdecydowanie tak. Czy są w tym wypaczonym życiu jakieś pozytywy? Jasne.


Bywało i tak, że przy zwłokach siadałem w kiecce … moje pierwsze żeńskie alter ego ;)


Nie będę ukrywał, że w ciągu tych kilku lat miałem okazję poznać kilku wspaniałych ludzi i nie mam na myśli tu tylko graczy, mam na myśli przede wszystkim fajnych kumpli, ludzi, którzy potrafią być rewelacyjnymi kompanami także poza wyimaginowanym światem. Kilku miałem okazję spotkać, kilku mam nadzieję kiedyś mi się uda.
Tego właśnie fanatykom chciałbym życzyć, tego właśnie chciałbym życzyć wszystkim tym, którzy prostą rozrywkę mylą z tym, co ma znaczenie. Sobie i innym życzę tych fajnych chwil na TSie (komunikator internetowy - przyp. autora), kiedy nie wszystko kręci się wokół tego, co spowodowało, że przyszło nam się spotkać na łączach infostrady. Wszystkim zaś życzę odrobiny dystansu, jaka jest konieczna w każdej ludzkiej aktywności, a już zdecydowanie w odniesieniu do czegoś, co z założenia ma być rozrywką.
Pozdrawiam
Verbal - były lider klanu Phoenix


Czasy świetności … po prostu Phoenix :)

Screen made by Phoenix Screenmaker Messana ... TY
Notatka: Pozdrowienia dla tych, którzy zasłużyli ;)


Komentarze

delicia
28-06-2007 - 13:03
delicia

tak mój Verbalku...te czasy swietności to także biurko ociekające syropem chmielowym, bojowe okrzyki zaawansowaną nocą, krew mrożące w żyłach majaki senne, papierosowy pył na klawiaturze, dziesiatki papierowych chusteczek do nosa uformowanych w zbite kulki, które w razie czyjegoś (mojego ;)) głosu sprzeciwu zawsze możnabyło wykorzystac jako magiczną broń..z utęsknieniem czekam na powrót czasów swietności...chce znowu poczuć kurz, pył, adrenalinę i dzikość w Twoim sercu...:***

Verbal
28-06-2007 - 13:13

Tak a wszystkim znajomym to mówiłaś, że masz już dość chlewu na biurku, dymu papierosowego i wszystkich innych aspektów L2 z nieprzespanymi nocami włączenie ;)

Morkai
28-06-2007 - 14:18
Osobisty artykuł. Kwintesencja tego co zakładaliśmy zakładając założoną stronę SubRosy :) ;)
A jak osobisty to ja też musze osobiście. I kurna powiem tak: bardzo mnie to cieszy  Bo pamiętam chwile kiedy nie bardzo mozna było się z Tobą Verbalu nawet skontaktować ;) kiedy levelowałeś całymi dniami i pomimo że byłeś, to tak naprawdę Cie nie było. I to jest coś co mnie przeraża w tego typu grach. Żeby była jasność - sam lubię pograć i pewnie byłbym dobrym materiałem na takiego z "nieprzespanymi nocami" itp itd. A co mnie przeraża - otóż to, że pomimo poczucia, że jest się "w grupie" "z kimś" - tak naprawdę przy ostrym graniu...jest się zwyczajnie sam. Bez kumpli takich "z reala". Abstrahuję w tym momencie sytuacje Verbala - piszę raczej "jak to zwykle bywa, uogólniam. Ale zauważcie, że na ogół ludzie "z klanów" się nie spotykają....z "band" "korporacji" "gildii" itp itd. To kompletnie wynaturzona rzeczywistość. A ja wolę ludzi z reala. Po prostu. i wolę Verbala z reala :) Pograć można..... ale nie kosztem naszego normalnego miłego i szarego świata....

BTW - świetny artykuł który, krótko bo krótko, ale dotyka bardzo bardzo głębokiego problemu, który w dodatku będzie, moim skromnym zdaniem, narastał.

Verbal
28-06-2007 - 14:26

Nasz klan był specyficzny :) bo znamy się właśnie z reala, ba udało nam się zorganizować nawet kilka dużych zjazdów, na które przybyli ludzie z odległych części Polski. Mój osobisty problem polega na tym, że jak już się czymś zajmuję "na poważnie" to wtedy oddaję się temu bezgranicznie ... niestety kosztem innych rzeczy. No i muszę powiedzieć, że ja raczej typem koksa nabijającego lvle nigdy nie byłem :) ... zdecydowanie bardziej pochłaniało mnie samo "zarządzanie" klanem i obserwowanie jak pomału się roziwja i do czegoś dochodzi :)

ES
28-06-2007 - 14:42
Pełna zgoda z pierwszym i ostatnim zdaniem komentarza Morkaia.
Ze środkową częścią właściwie też :)

Problem będzie narastał z każdym kolejnym ulepszeniem gier pozwalającym na coraz bardziej realistyczne wtapianie się gracza w świat gry. Kiedyś nawet zastanawiałem się, co by było, gdyby ktoś mający kupę siana sprawił sobie grę do bólu realistyczną i zarządził, że oto o­n odchodzi do jej świata, a komuś będzie płacił za dożywianie tylko i sprzątanie... Czy tak można by przeżyć życie? Być może, ale we mnie budzi to grozę.


Inkq
28-06-2007 - 14:51

Brawo Morkai!! Powinien to przeczytać Filth, Will i Elmin ;P

Ja z L2 skończyłem 29 kwietnia 2007 roku, w tym dniu...

...Sennir The Necromancer przekazał swoją różdżkę Crucyfiks of Blood (+4) Valirenie, złożył Knowledge Set (+3) do depozytu i znikł (z Allseronu)...

...Ponoć widziano go ostatni raz w wiosce Krasnoludów, jak obładowany pergaminami, księgami i magicznymi komponentami wyruszał w góry...

I to tyle mojego L2 w tedy skończyłem z nim na długi czas, spowodowało to wiele czynników. Z resztą nigdy nie byłem fanatykiem - góra 2 godzinki dziennie.

I jedyne MO jakie mnie teraz by interesowało to SW Galaxis.

Inkq
28-06-2007 - 14:53
Do ESa

Oglądałeś film "Vanilla Sky" tu mamy podobną sytuacje do tego co mówisz.

ES
28-06-2007 - 14:56

Nie oglądałem. Warto?

Verbal
28-06-2007 - 14:58

warto ;)

Wołek
28-06-2007 - 15:07

Heh aż sie łezka w oku zakręciła na widok ostatniego screena ;). Ehh to były piękne czasy nie powiem. Zresztą Verbal fajny artykuł i pamiętaj, że znajdziesz nas na Allseronie. Brakuje nam biskupa.....

Inkq
28-06-2007 - 15:11

Osobiście to tak. Ten film jest jak książki Franka Herberta trzeba przeczytać całą żeby powiedzieć: "WOW" bo w trakcie czytania odrzuca.

Fabuła jest na początku banalna i wydaje się zwykłym filmem, może nawet romansidłem a później następuje rozpoznanie, coś niesamowitego i zaczynamy dochodzić do pewnych refleksji między innymi do pełnego sensu tego filmu.

Okazuje się że główny bohater stał się ofiarę własnych marzeń a przede wszystkim własnych wyobrażeń i żyje w świecie w którym niebo to obraz ulubionego artysty bohatera.

MSZ warto.

madprofesa
28-06-2007 - 17:09

Filmik very bardzo jest, przypomina trochę Ubika P.Dicka. Obydwie rzeczy godne uwagi.

ibsen
29-06-2007 - 07:44

"Vanilla Sky" jest suuper filmem... Polecam każdemu, chociaż gra w nim sztandarowy frędzel i karzeł hollyłudu czyli pan Cruise... Za to gra również jedna z moich faworytek w kategorii "najpiękniejsze uszy szoł-biznesu" Penelopa Kruz... Tak w ogóle to to jest amerykański remake jakiej hiszpańskiej produkcji.

A poza tym serce rośnie mi w piersi jak się dowiaduję że młodzież czytuje jeszcze Dicka... ;-)

madprofesa
29-06-2007 - 13:41

Cieszę się, że serce Ci rośnie Ibsenie ale muszę Cię jednocześnie zasmucić, jam już nie taka młodzież patrząc na metryczkę, choć z drugiej strony duchowo czuję się na 18 l. :)

ibsen
29-06-2007 - 13:55

Eeeee... to ile Ty masz lat? Jesli to nie jakas kosmiczna tajemnica? I czemu ja byłem swięcie przekonany że jakies 16 ? (kto mi kurwa powiedział że madproff ma 16 lat !?! ) żeby nie było że to cos obraźliwego... Z ciekawosci pytam :D

madprofesa
29-06-2007 - 14:02

Ale mnie odmłodziliście, ja pierdole, 76 rocznik jestem :) :)

Nie przeszkadza mi jednak zwracanie się do mnie młodzież.

Elmin
29-06-2007 - 18:37

Kurde Verbal Ty bucofilołaku :] Nie zaznaczyłeś dzięki KOMU miałeś ten pech zawalic gruby kawał życia w L2 :]

Will
01-07-2007 - 21:31

Co prawda to prawda, Phoenix był specyficzny (delikatnie mówiąc)

Jak to sam Enzo stwierdził - przejechać pół Polski po to tylko żeby sie piwa napić to trzeba być powalonym :)

Ehhh tyle czasu razem "przeklikanego", tyle chmielnej polewki na zlotach przelanej....Mam nadzieję że jeszcze kiedyś będzie nam dane pod jedną chorągwią wojować :)

Jak to już rzeczone było - Mes que un clan :)

Pozdrawiam

Will